Dostatek nie zawsze napawa nadzieją…
- Kategoria: Rozważania niedzielne
- Tagi: moralność, Jezus, chrześcijanin, bogactwo
Posiadanie może stać się zniewalająca namiętnością. To jedna z najbardziej ogłupiających skłonności. Wzmaga się wraz z pragnieniem bezpieczeństwa, władzy i znaczenia, które posiadanie wytwarza.
Juan Luis Lorda, Moralność – sztuka życia
Niby pieniądze szczęścia nie dają, ale tak naprawdę wcale nie jest bez nich łatwo żyć. Dziś trudno jest utrzymywać się tylko z tego, czym obdaruje nas ziemia i minęły też bezpowrotnie czasy handlu wymiennego. Zapanował nad nami pieniądz. Wraz z rozwojem ludzkości wzrosły też nasze potrzeby i wymagania wobec życia. Polubiliśmy komfort, konsumpcję i cierpimy w chwilach, gdy czegoś nam nagle braknie. Owo cierpienie to niby coś naturalnego, ale czasami nie dostrzegamy, że bez wielu rzeczy, których brak sprawia nam pewien ból, moglibyśmy się bez trudu obejść.
Dostrzega to z konieczności wiele osób, które w czasach kryzysu cierpią na brak pieniędzy. Zaciskanie pasa prowadzi do kolejnych oszczędności i odmawiania sobie kolejnych, często nawet bardzo potrzebnych w codziennym życiu zakupów. Zdarza się, że człowiek, który przedtem nigdy nie cierpiał na brak pieniędzy i ze spokojem wydawał każdą złotówkę, nie zwracając uwagi na ceny, teraz nagle dowiaduje się, że to, co kiedyś wydawało mu się tanie, jest tak naprawdę drogie i że może to zastąpić kupując coś tańszego. W jeszcze innych przypadkach – dowiaduje się on, że spokojnie może żyć bez jakiegoś przedmiotu. Często nachodzi go wtedy chwila refleksji: Po co ja tyle wydawałem na rzeczy, które nie były mi potrzebne? Na przykład, ten durny sweter – pochodziłem w nim tylko dwa miesiące i wyrzuciłem, bo mi się znudził…
Nierzadko jest to jednak tylko chwilowa zaduma w czasie kryzysu i gdy portfel po jakimś czasie ponownie się zapełnia, a życie ponownie wkracza w okres prosperity, to człowiek znowu z zadowoleniem wydaje pieniądze nie patrząc na to, czy jego zakupy zawsze są sensowne.
Nie ma nic złego w bogactwie i dostatku, ale należy pamiętać, że często nas one ogłupiają. A może nie do końca to owo bogactwo nas ogłupia? Może robimy to sami wpadając w pułapkę konsumpcjonizmu i częstego wydawania dla samego wydawania? To też jest prawdą. Kultura współczesnego człowieka wcale nie sprzyja jakiejś ascezie. W przeważającej mierze jest wprost przeciwnie – ciągle namawiani jesteśmy do ciągłego bogacenia się, robienia karier, powiększania swojego społecznego statusu, którego wysokość wiązana jest często między innymi z ilością środków zgromadzonych na koncie oraz standardem życiowym, pokazywanym ludziom na zewnątrz. Pochłonięci pokonywaniem kolejnych przeszkód, gubimy się w świecie i czasami zapominamy, po co tak właściwie żyjemy, jaki jest sens naszego życia i co jest czy tez powinno być dla nas ważne.
Z dzisiejszej Ewangelii dowiadujemy się, że owo nieroztropne gospodarowanie naszym bogactwem i dążenie do niego może także utrudnić nam osiągnięcie życia wiecznego. Pewien bogaty młodzieniec od wczesnej młodości żył w wielkiej cnocie i przestrzegał wszystkich przykazań, a mimo to usłyszał od Jezusa, że w osiągnięciu wiecznego życia utrudnia mu jeszcze jedna rzecz – jego bogactwo. Według Chrystusa, trudno jest wejść do Nieba tym, którzy ufność w swe bezpieczeństwo pokładają w swym stanie posiadania. „Dzieci, jakże trudno jest wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego” (Mk 10, 24-25). Chrystus stwierdza też, że „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe (Mk 10,27).
O co chodziło Jezusowi? Czytając powyższe stwierdzenie, chyba można się tu zgodzić z Juanem Lordą, który w swej pracy: „Moralność – sztuka życia”, stwierdza, że „aby być dobrym chrześcijaninem, będąc bogatym, trzeba bardzo prosić Boga o pomoc”. Faktycznie, czy nasze bogactwo często nie utrudnia nam dobrego życia? Czy bogacąc się i dążąc do kolejnych, jeszcze większych bogactw nie jesteśmy jednak bardziej narażeni na różne pokusy? Czy pokładając nadzieję na swe bezpieczeństwo w naszych finansach, nie zapominamy, że tam, po drugiej stronie nie będzie miało to dla nas żadnego znaczenia? Czy w pośpiechu dnia codziennego, gdy jesteśmy zapatrzeni w siebie i nasze potrzeby – zarówno te istotne jak i te kompletnie nieważne – nie zdarza nam się, że zapominamy o Bogu?
A przecież prawdziwe są słowa Jezusa Chrystusa, który świadczą, że sam człowiek nie zawsze jest w stanie osiągnąć zbawienie. Bez Bożej pomocy skazani możemy być na porażkę. Zwłaszcza – w XXI wieku, w którym postępujące ciągle przemiany kulturowe wcale nie napawają nadzieją, że świat zmienia się na lepsze i nie ma w nim pokus mogących zakłócić wędrówkę człowieka w kierunku życia wiecznego.

<
Victor Dubreuil, Beczki pieniędzy, 1898
- MichalPiatek - blog
- zaloguj się lub załóż konto aby skomentować
- 656 odsłony
- dyskusja (komentarze: 17)


