| Imieniny: |  


Nadzieja jest w Nim

Adwent2009r.jpg

 
 

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

 
Zazdrość jest grzechem, ale jako że nie jestem człowiekiem bez skazy i grzeszyć także mi się zdarza, jak pewnie zresztą każdemu człowiekowi, a nawet i świętym, to muszę przyznać, że od grzechu zazdrości wolny nie jestem. Tak, zazdroszczę i to nawet często. Nie chodzi mi tu wcale o ludzi, którym pod pewnymi względami powodzi się lepiej niż mnie. Akurat w ich przypadku moja zazdrość zazwyczaj wcale się nie odzywa i raczej czuję dla nich podziw oraz szacunek, a czasami może też zwykłą obojętność, zwłaszcza gdy jestem pochłonięty swym własnym życiem, życiem bliskich oraz przyjaciół czy też innych najbliższych, którzy mnie otaczają.
 
Akurat zwykłym ludziom, których znam czy też tym, o których gdzieś słyszę, nie zazdroszczę prawie wcale. Zwłaszcza jeżeli chodzi o rzeczy materialne czy związane ze sferą finansów, czy też układania się w życiu na płaszczyźnie międzyludzkiej. Jakoś nie jestem w stanie. Dziwne, ale jakoś mało mnie to porusza i zazwyczaj nie wiedzę w takich przypadkach powodów do tego, by komuś czegoś zazdrościć. Przecież tak naprawdę nie znam prawdziwej sytuacji wielu osób. Nie wiem, czy przypadkiem nie borykają się z licznymi problemami, o których wolą świata nie informować. Przecież pod maskami zadowolenia i spokoju mogą się kryć prawdziwe tragedie. Dlaczego więc miałbym komuś czegokolwiek zazdrościć? Jedyne, na co mogę się zdobyć, gdy ktoś kogoś przy mnie obgaduje i opowiada, jak to ktoś ma fajnie, to wyrazy radości, że komuś się powodzi i ubolewania, gdy tak nie jest. Cieszyć się z czyjejś krzywdy? Dlaczego? Po co? Poczuję się wtedy lepiej? Chyba jednak nie.
 
Gdy ktoś przeczyta powyższe akapity, to może sobie pomyśleć – no, fajnie, jaki idealny, bezkonfliktowy koleś. Prawie wolny od wad i niczego nikomu nie zazdrości. Ale zaraz… Przecież jednak napisał, że czegoś zazdrości i że od tego grzechu wolny wcale nie jest. Zwariował? W czym rzecz? O co mu chodzi?
 
Chodzi o to, że ta zazdrość czasami jednak jest. Nie jest to może jakaś stała czy też narastająca tendencja, ale jednak są dni, gdy się pojawia. Czego zazdroszczę? Bywa różnie – głównie cech charakteru, czasami pokory i brania życia takim jakim jest, a czasami i nadziei, bez której przecież trudno żyć. Tak. Wierzcie mi, że w życiu każdego człowieka mogą pojawić się i takie chwile, gdy będzie on zazdrościł komuś nadziei. Niby żyjemy w XXI wieku i nasze życie jest podobno prostsze, ale jednak nie jest tak do końca. U każdego człowieka mogą pojawić się chwile zwątpienia w to, co robi oraz w świat, który go otacza. U każdego, mogą pojawić się momenty, w których wątpi w siebie, a nawet w Niego. Przyznaję, że czasami mi się to zdarzało i że bywało, iż zazdrościłem komuś potęgi jego wiary. Tak. Jestem kruchy i czasami mi się wydaje, że życie jest teraz jakby odrobinę trudniejsze. Cóż, możliwe, że zależy to w jakim stopniu od życiowych perypetii, od obserwacji świata i ludzi, którzy mnie otaczają. Uważny obserwator, szybko zauważy, że ten świat wypełniony jest ludzką krzywdą, żalem, licznymi niepowodzeniami, które spotykają ludzi, którzy zdają się nie mieć zbytniego wpływu na to zło, które ich spotkało. Życie? Może i tak.
 
Zazdrościłem też Maryi. Czego? Zazdrościłem Jej pokory, nadziei i ufności w Bogu. Zazdrościłem Jej, że potrafiła bez słowa sprzeciwu podporządkować się Jego woli. Mało tego, Maryja wierzyła Jemu do tego stopnia i pokładała w Nim nadzieję, że nie wątpiła w Jego wolę nawet wtedy, gdy wielu innych ludzi, postawionych na Jej miejscu, nie uwierzyłoby nigdy.
 
Czy na pewno wiemy jak postąpilibyśmy, gdy postawiono nas w podobnej, a może i takiej samej sytuacji? Czy mamy pewność co do tego, że bezkrytycznie przyjęlibyśmy informację, że zostaniemy Matką czy też Ojcem Boga? Podjęlibyśmy ten trud? Ja nie mam tej pewności i jestem pełen podziwu dla Marii, a także – czuję w sobie odrobinę tej dziwnej zazdrości.
 
Gdy czytam słowa dzisiejszej Ewangelii (Łk 1, 26-38), to pytania o moje własne zachowanie w podobnym przypadku nasuwają mi się samoistnie. Gdy analizuję podobną, hipotetyczną sytuację w stosunku do swojej osoby, to wychodzi mi na to, że wcale nie jestem pewien, czy uwierzyłbym aż tak bezkrytycznie w słowa Ducha Świętego. Pewnie trzy razy bym sprawdził, czy nie mam omamów, podejrzewał siebie o różne problemy ze zdrowieniem psychicznym. A wy?
 
Jak postąpiła Maryja, wiemy. Do słów Gabriela podeszła z ufnością i pokorą. Nie słyszymy od niej nawet słowa sprzeciwu, żadnego niedowierzania, pytań, czy Anioł Gabriel, a może i nawet Bóg, przypadkiem nie pomylił. Maryja wierzy w Niego i wierzy Jemu. Jedyne pytanie, jakie pada z Jej ust, to:  Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? (Łk 1, 34) Zazdroszczę Jej tej pokory. Maryja jest dla mnie wzorem. Wzorem jest dla mnie Jej podejście do Boga, do Jego zamiarów, spokojne poddawanie się Jego woli. Ja sam, na dzień dzisiejszy - trochę bym się z Nim pokłócił, podyskutował, okazał zwątpienie, którego Ona nie zna. Zazdroszczę Jej.
 
Ale to poczucie zazdrości jednak trochę mija, gdy po raz kolejny czytam Ewangelię. Przecież Ona wie! Maryja wie to, co tak często mi umyka i o czym, przyznaję, zdarza mi się w natłoku pytań, a czasami i złości na Niego zapomnieć – Nadzieja jest w Nim! Maryja, która sama jest przepełniona nadzieją dzieli się nią z nami i uczy nas jej. Pokazuje, gdzie ją odnaleźć, mówi nam, że ona jest. Czy bez wiary, miłości i piękna nadziei przyjęłaby nowinę Gabriela bez słowa sprzeciwu? Nie. Maryja wie to i jest wypełniona tym, czego ja się dopiero uczę, często błądząc w mgle własnych błędów…

Rekolekcje Adwentowe Tezeusza 2009

angelic3.jpg

3,666665
Średnia: 3,7 (3 głosów)
Twoja ocena Żadne

Dodaj do:
komentarze (0)zaloguj się by skomentować



Tezeusz on Facebook
home forum