Pod jarzmem miłości zakwitają róże naszych serc
- Kategoria: Rekolekcje
- Tagi: nadzieja, miłość, chrześcijaństwo, Bóg

Podnieście oczy w górę i patrzcie: Kto stworzył te [gwiazdy]? - Ten, który w szykach prowadzi ich wojsko, wszystkie je woła po imieniu. Spod takiej potęgi i olbrzymiej siły nikt się nie uchyli. (…) On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest niezgłębiona. On dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego. (Iz 40,26.28-29)
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. (Mt 11, 28-30)
Lubię patrzeć w gwiazdy.
Jeden z moich ulubionych religioznawców, Mircea Eliade napisał gdzieś kiedyś, że właśnie to spoglądanie człowieka na gwieździste niebo w środku nocy stało się zarzewiem jego religijności. Nie ma na świecie człowieka, który nigdy nie spojrzał w niebo pełne gwiazd, który nie zachwycił się ogromem kosmosu mrugającego milionem świecących punktów na grantowo-czarnym sklepieniu niebios. Nie ma takiej osoby, która nie przeraziła się ogromem kosmosu milczącego, patrzącego w ciszy potęgą niezmierzonych przestrzeni i światów ukrytych miliony i miliardy lat świetlnych od nas, małych kruszyn na niebieskiej planecie.
Kiedy miałam naście lat, często kładłam się na trawie w parku i patrzyłam w gwiazdy, aż do upojenia, do zawrotu głowy. Leżący obok mnie współtowarzysze tego mistycznego eksperymentu zawsze najpierw pletli coś o kosmoludach i podróżach we wszechświecie. Po upływie mniej więcej pół godziny takiego wpatrywania się w nieskończoność ponad nami przychodziła cisza i głębsze refleksje. I zawsze padało pytanie: ciekawe, jak to jest, że to wszytko tak się tam świeci, działa, nie spada, nie znika. Jak to możliwe, że w tym wielkim bezkresie człowiek żyje i oddycha i nie może sam siebie pojąć. Skoro sam siebie nie może poznać do końca, to jak to możliwe, żeby poznać do końca ten niekończący się nad nami, pod nami, obok nas wszechświat? No, kto to ogarnie?
No właśnie, kto to ogarnie?
Czy nie to ma na myśli prorok Izajasz, pisząc: „Podnieście oczy w górę i patrzcie: Kto stworzył te gwiazdy?”
Każdy o tym pomyśli, bo to jest pytanie towarzyszące ludzkości od zarania jej dziejów.
Czasem patrzymy też w inną przestrzeń – w nieskończone cierpienie świata, naznaczonego śladami milionów istnień zmagających się z bólem i trudnościami. Często chcemy odwrócić głowę od ogromu bólu i nieszczęścia, jakiego nie oszczędza nam życie i świat ludzkich błędów. Odwracamy się od mrocznego milczenia na naszą odpowiedź: ale dlaczego tyle bólu? I nierzadko nie zdążymy zauważyć niezwykłego blasku na ciemnym niebie zwątpienia. Takiego, które na początku zdaje się być nikłym rozbłyskiem, które ledwo zaistnieje, a już znika. Ale kiedy przyjrzymy się dłużej, okaże się, że to stały punkt, jasny i nieustanie zawieszony w ciemności. Punkt odniesienia trwale wskazujący ten sam kierunek. To właśnie jest NADZIEJA.
Chrześcijaństwo uczy, że w niepewnej nieskończoności naszych zwątpień i rozpaczy zawsze może zajaśnieć, zabłysnąć na firmamencie beznadziei nasza własna historia. Jeśli tylko uwierzymy, że krzyż niesiony razem z Bogiem stanowi w świecie pozbawionym nadziei jasny znak – jak światło gwiazd na ciemnej twarzy kosmosu.
Często jesteśmy znużeni, przytłoczeni naszymi troskami codziennymi. Zdaje się nam, że Bóg o nas zapomniał, że nie bierze pod uwagę tego, jakie są nasze zasługi i zamiast nam ulżyć w drodze, odwraca się od swoich dzieci. Udręczeni mówimy: zakryta jest moja droga przed Panem.
Wszechmoc Stwórcy to powód do odczuwania uniesienia. Kiedy wpatruję się w gwiazdy i przeczuwam ogrom wszechświata, jego niezwykłą potęgę i ogrom sił, jakie nim kierują i jakie go trzymają na niewidzianej smyczy, aby się nie rozpadł czy też nie zapadł w sobie – czyż to nie jest niewyobrażalnie wspaniałe i potwornie niepokojące? Mysterium tremendum et fascinosum, czyli tajemnica straszliwa i jednocześnie fascynująca. Wszechmoc Tego, który je woła po imieniu jest straszliwa, ale też pociągająca ku sobie. Nie ma takiej rzeczy i takiej siły, która byłaby mocniejsza.
Dlatego Izajasz w pewnym sensie bagatelizuje największe trudności i kłopoty, jakie człowiek może przeżywać. To wszystko jest niczym trudnym, niczym, co mogłoby powalić człowieka, bo Bóg jest większy niż wszystkie tragedie świata. On jest Tym, który się nie nuży, nie męczy. Niektórzy mówią, że Bóg też bywa wyczerpany, bo musiał siódmego dnia po stworzeniu świata odpocząć. Odpoczynek, o którym mowa w Księdze Rodzaju, nie wynika ze znużenia Stwórcy. To rodzaj odpoczynku, który staje się wskazówką dla stworzenia, dla człowieka, żeby w Bogu odpoczywającym szukać wytchnienia. W Bogu, który „ma wolny dzień”, i czeka na to, aby przygarnąć omdlałe nasze siły, dać nam skrzydła orła, byśmy znów mogli biec bez zmęczenia. Dla nas to znak NADZIEI – wszechmocny Bóg czeka jako odnawiające się nieustannie źródło naszej siły i wytrwałości w drodze do Jego Królestwa.
Woła: przyjdźcie do mnie utrudzeni, a ja was pokrzepię!
Przyjdźcie wy, utrudzeni ludzie pracujący w sklepie mięsnym czy spożywczym, cały dzień stojący na nogach, nieustannie pakujący towar, sprzedający go, obracający pieniędzmi, układający na półkach soki, chleb, mąkę, żeberka, mielone mięso. Przyjdźcie, a ja Wam dam więcej niż premię i bon na święta! Dam wam „wieczne teraz” bez trudu i zmęczenia!
Przyjdźcie utrudzone matki, zajmujące się całymi dniami i nocami swoimi krnąbrnymi pociechami. Przyjdźcie ojcowie, których dzieci przysparzają wam łez, powodów do złości i frustracji. Przyjdźcie wy, którzy siwiejecie przedwcześnie z powodu troski o przyszłość waszych dzieci. Przyjdźcie rodzice obciążeni samotnością i syndromem pustego gniazda. Dam wam więcej niż gwarancję dobrego startu w życie dorosłe dla waszych bliskich, dam wam więcej! Dam wam gwarantowane miejsce przy moim boku w Królestwie Niebieskim! Tam, gdzie wszyscy będą pokrzepieni!
Przyjdźcie utrudzeni ludzie zarządzający firmami i instytucjami, wydający odpowiedzialne decyzje, organizujący pracę wielu ludzi, będący podporą zarządów fundacji. Przyjdźcie do Mnie zastępcy szefów, wykonawcy woli prezesa spółki. Wołam was, przyjdźcie do Mnie ludzie obciążeni odpowiedzialnością, przytłoczeni, znużeni władzą i sławą, pozbawieni sił i dobrej woli do wykonywania swej pracy. Przyjdźcie do Mnie, dam wam więcej niż solidną pensję, coś więcej niż panowanie i nominacje w świecie nauki, biznesu, rozrywki czy polityki. Dam Wam życie wieczne, wieczny sukces – stałe na wieki miejsce przy Moim stole! Tam, gdzie wszyscy znajdziecie ukojenie i nie będziecie musieli udawać kogoś, kim nie jesteście!
Przyjdźcie, a JA WAS POKRZEPIĘ!
Bóg woła słowami Zbawiciela, który przeniósł (raz, a dobrze czyli skutecznie) wszystkie brzemiona ludzkości i pozbawił nas tego ciężaru na zawsze. Dlatego mówi: moje jarzmo jest słodkie, a brzemię lekkie. On to wszystko już zaniósł za nas, my tylko pójdźmy Jego śladem, Jego tropem, przetartą drogą prosto do nieba. Tam, gdzie NADZIEJA nie jest pustym frazesem i ulotką promocji przedświątecznej. Jezus woła nas tam, gdzie nadzieja przybiera konkretny kształt miłości i spełnienia, jakiego każdy z nas pragnie i o jakim każdy z nas marzy. Tyle, że to, co jesteśmy w stanie sobie wyobrazić w najśmielszych snach, jest niczym w porównaniu z tym, jak jest naprawdę w Królestwie Boga. Tego, który nigdy się nie męczy, nie nuży. Ten który lekko prowadzi w zdyscyplinowanym szyku najstraszliwsze siły wszechświata, czyż nie ma władzy dodać mocy każdemu omdlałemu sercu? Jak można w to nie wierzyć? Wystarczy spojrzeć w gwiazdy, w czarną zimną twarz wszechświata, tam gdzie Bóg mieszka za zasłoną tajemnic nie do objęcia ludzkim rozumem.
Słowo adwent pochodzi od łac. adventus i oznacza „przyjście”. Zawsze to my Go wołamy: przyjdź Zbawicielu i uratuj nas. Ale my też mamy przyjść do Tego, który nas woła: przyjdźcie do Mnie.
Tam gdzie woła nas Jezus, może na początku wydawać się nam strasznie i zimno, może nawet ciemno. Trzeba pokonać milczenie ciemności, pustkę i jej niezmierzone przestrzenie, niezbadane drogi, kierując się „światłem wołania” Boga: PRZYJDŹCIE!
Ale to tam w tej ciemności jest miejsce, gdzie w końcu pod słodkim jarzmem miłości zakwitają róże naszych serc. Róże przepiękne, nie na sprzedaż. Róże, których zapachem jest NADZIEJA.

- jorlanda - blog
- 290 odsłony
- dyskusja (komentarze: 14)


