| Imieniny: |  

Jorlandia i okolice

Zatem dzień dobry, a w zasadzie dobry wieczór. To znowu ja...


Święto Kapłanów

 
 
Rozważanie na Wielki Czwartek
 
  
 
 Wielki Czwartek to pamiątka ustanowienia sakramentów Eucharystii i kapłaństwa. Podczas corocznych uroczystości przypominamy scenę Ostatniej Wieczerzy i zastanawiamy się nad sensem, głębią, przesłaniem tego wydarzenia.
 
Dla mnie Wielki Czwartek zawsze był „najfajniejszym dniem” w Triduum Paschalnym. Najmniej przejmujący nie wzbudzał we mnie dramatycznych skojarzeń i emocji takich jak następne uroczystości liturgii Wielkiego Piątku czy Soboty.
 
Ale pewnego roku, kiedy po wielu różnych przedsięwzięciach zorganizowanych wspólnie z różnymi przeróżnymi księżmi wyznania katolickiego i prawosławnego, Wielki Czwartek stał się dla mnie dniem szczególnym. Kiedy bliżej poznałam pracę kapłanów od tzw. kuchni, kiedy zauważyłam ich życie prywatne, kiedy odsłoniła się przede mną zasłona tak często tajemniczego „a co ksiądz robi po godzinach swojego urzędowania” – coś się zmieniło. Powołanie kapłana stało się dla mnie niezwykłym świadectwem, żywą pamiątką zdarzeń zapoczątkowanych podczas Ostatniej Wieczerzy. Innego znaczenia nabrał dla mnie gest umycia nóg apostołom, który w wielu kościołach wykonują księża wobec swoich parafian. Nieco inaczej spojrzałam na słowa Chrystusa: to czyńcie na Moją pamiątkę. I kiedy po raz pierwszy uczestniczyłam w mszach odprawianych przez moich przyjaciół, którzy jeszcze przed chwilą byli zwykłymi chłopakami, klerykami, a teraz dotykali żywego Ciała Boga i razem z Nim składali się w ofierze na ołtarzu codziennej ciężkiej pracy na rzecz Kościoła – poczułam, że mam przed sobą nieznane mi istoty - zmienione, jakby inne niż normalny przeciętny człowiek. Jakoś tak nie na miejscu było teraz mówić do nich po imieniu, dobrze, że istnieje grzecznościowe „proszę księdza”… Od tamtej pory zawsze, co rok wysyłam życzenia do księży – w Wielki Czwartek. Czuję, że chociaż tyle mogę zrobić, by im podziękować za to, co robią, czego się boją i z czym walczą. Wydaje mi się niezwykle ważne, by jako wierny w Kościele dać czasem znak kapłanom – dobrze, że jesteście!
 
Mimo wielu nie tylko pozytywnych doświadczeń w relacjach z kapłanami, nabrałam większego szacunku, chyba nawet pokory do ich misji i posłannictwa.
 
Dlatego ten tekst chciałabym poświęcić kapłanom, i klerykom – czyli adeptom do stanu kapłańskiego. Dedykuję go wszystkim księżom, których znam i tym, których nie znam, ale na pewno kiedyś spotkam na drodze mojego powołania „bycia teologiem”. Niech ten tekst będzie rodzajem laurki z najlepszymi życzeniami z okazji Święta Kapłanów, które przypada właśnie w Wielki Czwartek.
 
Przyjrzyjmy się funkcji kapłana z nieco innej strony niż zwykle, zaczynając od czasów dawnych, zanim wrócimy do opisu biblijnego.
 
Specjalista rytualny, nosiciel mocy, szaman – prototyp kapłana
 
Kapłan to funkcja stara jak świat religijnych doświadczeń. Od czasów starożytnych istnieli ludzie zajmujący się specjalnością rytualną polegającą na pośredniczeniu między światem ludzi a światem bogów. Pojęcie to kryje wiele głębin.
 
Czarownicy i szamani plemion i ludów Afryki, Azji, Ameryki Północnej, uczeni znający niedostępne tajemnice, magowie i kapłani na dworach władców egipskich, babilońskich, specjaliści rytualni, sławni uzdrowiciele i alchemicy z Dalekiego Wschodu, wróżbici, wieszcze europejscy – zostali opisani przez wielu badaczy kultur starożytnych i współczesnych. Zjawisko pełnienia specjalnej funkcji pośrednika między bóstwami czy światem nadnatury a ludem (kapłani) w wykonaniu specjalnie powołanych do tego osób, jest powszechne.
 
Postać „nosiciela mocy”[1] to osoba przeznaczona do kontaktu z nadnaturą, wybrana przez wyższe siły, aby nauczyć się ich opanowania i przeciwdziałania skutkom ich działań dla społeczności. Czarownicy i szamani pełnili w społeczeństwach tradycyjnych różne funkcje. Byli „prototypem” kapłana, lekarza, uczonego, którego zadaniem było łączyć nadnaturę z życiem codziennym społeczności. Wiedza czarownika w każdym wypadku była związana z Mocą, która go przewyższała, przekraczała możliwości i umiejętności samodzielnego opanowania jej w całości. Pozornie to on władał Mocą, lecz faktycznie był niejako na jej usługach. Umiejętności magów i szamanów kształtowały się w wyniku „opętania przez Moc”, lub jako efekt stosowania określonych technik doprowadzających do pożądanego stanu świadomości (np. trans, wizje, sny, uzyskiwanie nieprzeciętnych zdolności). Czarownicy byli wybrani (np. doznawali wizji, otrzymywali znaki, zaczynali się zachowywać jak owładnięci Mocami) lub dziedziczyli funkcje i „uczyli się” jak pełnić role z nią związane (stowarzyszenia i klany osób związanych z funkcjami magicznymi lub kapłańskimi w społecznościach). Czarownicy w kulturach pierwotnych pełnili czasem funkcje kapłańskie. Ich zadaniem było poznawanie stosunku nadnatury do ludzi, zapewnianie przychylności rzeczywistości nadnaturalnej dla społeczeństwa poprzez ofiary, modlitwy, odpowiednie amulety, odgadywanie przyszłości itp.[2]
 
Szaman jest osobą, w której Moc objawia się spontanicznie. Moc ujawnia się w nim na różne sposoby: wizje, sny, napady transu. Czasem o „wybraniu” do losu przyszłego czarownika świadczą znaki (np. bezpieczny kontakt z dzikimi zwierzętami, cudowne ocalenie życia, narodziny w specjalnym czasie i w niezwykłych okolicznościach). Aby „wejść” wyżej w hierarchii wiedzy o nadnaturze, szaman potrzebuje inicjacji, a więc procesu, który pozwoli porzucić dawne „ja” – starą tożsamość, i narodzić się na nowo, aby odnaleźć swoją drogę ku odkryciu tajemnej wiedzy[3].
 
Antropologowie badający „edukację mityczną” wśród społeczeństw pierwotnych opisywali funkcję specjalistów rytualnych, którzy w plemieniu byli strażnikami tradycji ustnej. Byli to opowiadacze historii, starsi rodu, szamani, którzy przekazywali swoim potomkom opowieści o początkach świata, pochodzeniu ludzi, czy też własnych rodów i obrzędów w nich panujących. Zwyczaje powracania pamięcią do czasów „pierwszych”, poszukiwania genealogii otaczających ludzkość elementów świata stworzonego, powtarzania określonych czynności i pielęgnowania tradycji, mają na celu odnalezienie rzeczywistości, tożsamości. Pozwala to na zakorzenienie czynów i zdarzeń obecnych w tych, które już wcześniej uczyniono. W ten sposób czyny uzyskiwały sens i realność, bo powtarzały „czynność pierwszą”, i ukazywały autorstwo np. bóstw czy istot duchowych w czynnościach dokonywanych obecnie[4]. Czy ktokolwiek z nas uświadamia sobie ten fakt podczas czytania Księgi Rodzaju czy słuchania jak ksiądz na ambonie czy na lekcji religii tłumaczy opis stworzenia świata i ludzi, pierwszego grzechu, czy wyjaśnia znaczenie słów protoewangelii?
 
Ideę korzystania z funkcji kapłańskich spotyka się też w odniesieniu do wybranej grupy kobiet. Miało to miejsce w kulturach, w których społeczeństwo zbudowane było według hierarchii matriarchalnej. Kobiety stanowiły tam najważniejszą gałąź klanów i od nich zależała większość podejmowanych decyzji oraz losy rodów.
 
Z funkcją kapłańską powiązana też była czystość seksualna, co miało zwiększać możliwość obcowania z nadnaturą. Jest aktualną do dziś myśl, której odbicie znaleźć można w rytuałach przejścia. Wstrzemięźliwość seksualna (i nie tylko) osób związanych z Bogiem (czy bogami) miała na celu uzyskanie przychylności świata sakralnego, oczyszczenia z przywiązania do doczesności, osiągnięcia wyższych lub odmiennych stanów świadomości itp.[5]
 
To pobieżne przeanalizowanie kilku zaledwie wątków związanych z funkcjami kapłańskimi w społeczeństwach tradycyjnych daje możliwość głębszego spojrzenia na powołanie i urząd kapłana chrześcijańskiego. Zapytacie: po co ten przydługi religioznawczy wstęp, skoro to ma być rozważanie biblijne? Scena Ostatniej Wieczerzy wywołuje we mnie szereg bardzo odległych od siebie skojarzeń. Spróbuję je zarysować w kilku osobnych wątkach. Być może staną się dla kogoś dobrym pretekstem do zamyślenia nad znaczeniem roli kapłana we wspólnocie Kościoła.
 
 
Kapłan – zawód czy coś innego?
 
Kiedy słucham różnego rodzaju dyskusji na temat kapłaństwa, i związanych z tym stanem możliwości i niemożliwości, czasem mam wrażenie, że wierni mojej wspólnoty (mam na myśli chrześcijan katolików) nie bardzo wiedzą, czym jest stan kapłański. Staram się służyć swoją wiedzą i doświadczeniem, aby tłumaczyć to i owo na ten temat, ale często potoczne myślenie na temat kleru (już nie mówiąc o nastawieniu typu: co kobieta może wiedzieć o kapłanach!?) jest jak skorupa – trzeba chyba czegoś o sile bomby atomowej, żeby to rozbić i dotrzeć do środka uwagi odbiorcy.
 
Ustanowienie takiego znaku (sakrament to inaczej widzialny znak działania Boga w Kościele) nie było przypadkiem, Jezus nie zrobił tego „tak jakoś” przy okazji oddania się w ofierze. Przygotowywał swoich uczniów na ten moment, ostrzegał przed pokusami, mówił o konsekwencjach, obiecywał złote góry (w sensie duchowym), ale też wielkie cierpienia. Wszystko to mamy w Ewangeliach. W opisie Jana też: „Jezus mu odpowiedział: Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział. Rzekł do Niego Piotr: Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał. Odpowiedział mu Jezus: Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną.”
 
Myślę, że tak samo jak ówcześni apostołowie, często nic z tego nie rozumiemy. Jezus zawsze mówił zagadkami, rzadko tłumaczył wprost. Odwoływał się do ludzkich doświadczeń, ale wszystko wyjaśniał za pomocą porównań i metafor, jakby takim sposobem mówienia chciał wyzwolić w uczniach pewien typ myślenia o Bogu i Jego sprawach.
 
Może dlatego tak lubię tropić wspólne motywy w zwyczajach i obrzędach religijnych z różnych strona świata. To jak próba zrozumienia metafor i zagadek danych przez Boga. Religiologiczne porównanie stanu kapłańskiego w różnych tradycjach pozwoliło mi zauważyć i zrozumieć, że osoba duchowna należy do innego porządku w realności. Nie można zakwalifikować księdza w jednym rzędzie z innymi profesjami takimi jak rybak, celnik, kupiec, żołnierz. Kapłaństwo to rodzaj przynależności do świata nadnatury, przynależności, która jednocześnie wyznacza kapłanowi konkretne i jedyne miejsce w ludzkiej wspólnocie, czy to wierzących czy niewierzących.
 
Chrześcijański kapłan jest szczególnym rodzajem „wykonującego wolę Boga”. Ksiądz to nie jest słowo, które wpisuje się w rubryce „zawód”. Specjalny obrzęd zapoczątkował kapłaństwo Starego Przymierza. Kapłani zostali ustanowieni dla ludzi w sprawach odnoszących się do Boga, aby składali ofiary za grzechy i dary. Nie były to jednak ofiary wystarczające, nie mogły dokonać ostatecznego uświęcenia ludzkości. Dlatego Chrystus złożył największą ofiarę, w której osoby konsekrowane mają szczególny udział[6]. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że „przyjmujący sakrament święceń zostają konsekrowani, by umacniali Kościół słowem i łaską Bożą.”(KKK 1535) Sakrament ten nazywa się po łacinie ordinatio (święcenia). Wyraz ordo w czasach rzymskich oznaczał stany ustanowione w sensie cywilnym, zwłaszcza stan rządzący. Ordinatio oznacza więc włączenie do ordo. Włączenie do tego stanu w Kościele było aktem religijnym i liturgicznym, będącym konsekracją, błogosławieństwem lub sakramentem. Jest to coś więcej niż zwykle wybranie, wyznaczenie, delegacja czy ustanowienie przez wspólnotę. W akcie tym udziela się Duch Święty ze swymi darami, pozwalając na wykonywanie „świętej władzy” pochodzącej od samego Chrystusa w Jego Kościele. Święcenie to też typ wyłączenia z normalnego porządku istnienia i przyjęcie przez samego Chrystusa w służbę Kościołowi. Włożenie rąk przez biskupa i specjalna modlitwa tzw. konsekracyjna to widzialny znak nadania takiej władzy i zainicjowania totalnej zmiany w sposobie istnienia nowego kapłana[7].
 
Kiedy czytam o różnych rodzajach kapłaństwa na całym świecie, w różnych tradycjach, zadaję sobie pytanie – czy chrześcijański kapłan zawsze ma świadomość bycia szczególnie wybranym? Czy odczuwa siłę wspólnoty kapłanów istniejących na całym świecie, w tylu miejscach historii chrześcijaństwa i judaizmu? Czy to może być powodem poczucia zdumienia, dumy?
 
Siła święceń w Kościele (tu mowa o święceniach kapłańskich, bo ta sama siła dotyczy małżeństwa) jest tak wielka, że nawet jeśli kiedyś zdarzy się jej zrezygnować z powołania do tego stanu, nadal pozostaje na nim pieczęć. Skutki są niezwykłe, niesamowite i wieczne. Jedynie dyspensa papieża może te skutki nieco „zmienić” (nie wiem jakiego słowa użyć na określenie czasowego zniesienia skutków bycia księdzem) na czas ziemskiego życia. Ale kiedy potem już po zakończeniu ziemskiej egzystencji, staje przed Bogiem, by rozliczyć się z życia, staje jako kapłan. Nawet jeśli w ziemskim życiu z tego zrezygnował.
 
Mnie to oszołamia, taka świadomość bycia kimś określonym już na zawsze, na wieczność.
 
Kapłan – superman?
 
Obrzędy święceń i potem wszystkie zwyczaje, jakie kultywują księża i zakonnicy w czasie sprawowania obowiązków swego powołania są bardzo podobne do tego, co robią kapłani innych tradycji kulturowych. Kiedy się o tym czyta, można odnieść wrażenie, że osoba duchowna (niezależnie od tego w jakiej tradycji) staje się kimś więcej niż człowiek. I że dokonuje się etapami, powoli, jest bardzo zależne od stopnia zaangażowania kapłana w praktyki swego stanu, w relację jaką ma z Bogiem (Sacrum).
 
Kapłani muszą mieć z Nim nieustanny kontakt (modlitwa, sprawowanie świętych ceremonii, poświęcenie jako styl życia), mają obowiązek nieustannie się uczyć (studia, formacja, samodoskonalenie, kierownictwo duchowe, opieka i kontrola ze strony przełożonych), powinni pilnować swej godności czyli odpowiedniego zachowania i postaw w granicach swego stanu (celibat, określony strój, szczególny sposób bycia, rytualne odosobnienia, rekolekcje, urlopy i czas wolny nie zwalniają od sprawowania ceremonii i obowiązkowych modlitw). Kapłan to ktoś, kto naprawdę dniem i nocą musi czuwać, pracować i służyć. To ktoś, o kim Chrystus mówi: „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”. Oczywiście to jest ideał. Taki kapłan super.
 
I tu się warto zatrzymać. Co ja tak naprawdę myślę o kapłanach mojej wspólnoty? Jaki mam do nich stosunek? Czy ja w ogóle mam z nimi relację? Jaką więź powinien mieć przeciętny wierny z kapłanami Kościoła?
 
Często słyszymy krytykę pod adresem księży. Nie tylko katolickich. Znamy dowcipy i anegdoty o przywarach typowo księżowskich, o wadach kleru. Śmiem twierdzić, że niektórzy z nas wręcz lubują się w słuchani u i przekazywaniu plotek i wieści o tym, w jaki sposób udało się upaść ( i to jak nisko!) jakiemuś proboszczowi, wikaremu czy diakonowi tuż przed święceniami. Oczywiście ja też Wam przekaże za chwile parę żartów na temat Księży ;) W końcu mamy Prima Aprilis, nie może być za poważnie.
 
 
Ksiądz też człowiek
 
Wielki Czwartek to okazja do zastanowienia się nad tym, co ja robię, aby „mój ksiądz” był lepszy, doskonalszy. Czy modlę się za proboszcza, wikarego, rezydenta, rekolekcjonistę? Czy wspieram ich ofiarą – nie chodzi tylko o pieniądze! Ofiara na rzecz parafii to też mój czas, np. udział w oprawie liturgicznej, śpiew w scholi, organizacja spotkań czy udział w takich spotkaniach. Może warto czasem zastanowić się w pół zdania krytycznego pod adresem kaznodziei, czy ja stojąc na ambonie miałbym odwagę powiedzieć chociaż jedno zdanie o Chrystusie? Może warto zatrzymać się, zanim rozpędzę się w obmawianiu gburowatości i sztywności księdza w kancelarii i pomyśleć, może miał zły dzień, może warto wrócić i zaproponować kolację, niech wpadnie – pogadamy. Wystarczy się uśmiechnąć do skrzywionego spowiednika, czasem zażartować ze zbyt dumnego diakona, rozweselić smutnego zakonnika zmęczonego postem.
 
Ksiądz, mimo że jest kimś wybranym i szczególnym, potrzebuje drugiego człowieka. Może czasem wydaje się zbyt wyniosły, żeby mu opowiedzieć kawał (załączam kilka poniżej) czy uszczypliwie zaczepić na temat koloru skarpetek nie pasujących do sutanny? Ale wierzcie mi, warto spróbować. Kontakt z księdzem nie powinien ograniczać się tylko do udziału we mszy, pozdrowieniu go na ulicy, chwili pogawędki w kancelarii przy załatwianiu mszy w intencji…, czy na złożeniu grupowych życzeń od parafian z okazji urodzin, imienin, dnia kapłana. Ksiądz też człowiek, jak to się mówi. Lubi chodzić po górach, leżeć na plaży (oczywiście bez sutanny), jeździć rowerem, patrzeć na gwiazdy, czytać wiersze, śpiewać szanty, gawędzić do rana przy ognisku w lesie. Kapłan to nie tylko wybraniec, ale też ten, kto czasem jest zmęczony, zaspany, zdenerwowany, zrozpaczony, zniechęcony.
 
Kapłan powinien zawsze liczyć tylko na Boga (tego uczą w seminariach), ale musi też mieć oparcie w swoich owcach w stadzie. A to już zależy od nas –  świeckich. Wszyscy chcemy mieć dobrych i świętych księży w naszych kościołach. Zróbmy coś, żeby im pomóc w osiągnięciu tej świętości. A wtedy i oni nas poprowadzą do stołu Pańskiego w lepszym nastroju i uśmiechnięci.
 
Jeśli chodzi o mnie, co rok wysyłam księżom własnoręcznie zrobioną prezentację multimedialną. Może ktoś będzie chciał skorzystać z podobnego pomysłu?
 
I na koniec… Prima Aprilis
 
W tym roku Wielki Czwartek przypada w Prima Aprilis. To łacińskie słowa oznaczające po prostu Pierwszy Kwietnia czyli dzień żartów. Obyczaj ten zapoczątkowano ok. XIII w. i jest obchodzony w wielu krajach na całym świecie. Polega on na robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. Grecy wiążą historię tego dnia z mitem o Demeter i Persefonie. Persefona została porwana do Hadesu na początku kwietnia. Matka Demeter, szukając jej, kierowała się echem głosu córki, ale echo ją zwiodło. Chrześcijaństwo wiąże prima aprilis z Judaszem Iskariotą. Miał się on urodzić właśnie pierwszego kwietnia i dlatego dzień ów kojarzył się z kłamstwem, obłudą, fałszem i nieprawdą.
 
Obyczaj ten dotarł do Polski z Europy Zachodniej przez Niemcy w epoce nowożytnej. Upowszechnił się w Rzeczypospolitej w XVII w. Pierwszy kwietnia poświęcano opowiadaniu zmyślonych historii, robieniu przeróżnych dowcipów i naigrawaniu się z naiwnych, bądź nieostrożnych ludzi. Dzień ten uważano za niepoważny i starano się nie robić w nim żadnych ważnych rzeczy.
 
Zastanawiałam się jak nie pominąć tego faktu w rozważaniu i postanowiłam w ramach intelektualnego żartu, który też na rekolekcjach jest potrzebny, załączyć do tekstu kilka anegdot z książki „Ach ten personel naziemny!”.
 
Natomiast w nawiązaniu do faktu, iż Wielki Czwartek upamiętnia zdarzenie zwane Ostatnią Wieczerzą – polecam następujący link:
Tylko dla odważnych, potrafiących z dystansem i pokorą spojrzeć na inspiracje Biblijnymi scenami w popkulturze.
 
Plus trzy anegdoty o księżach („Ach, ten personel naziemny”, Aloys von Euw):
 
Humor z zeszytów: „Największym obciążeniem dla duchownych jest ciągła modlitwa. Mogliby nią obarczyć swoje żony i zająć się pożyteczniejszymi rzeczami”.
 
Wspólny obiad w gronie pastorów. Wszyscy stoją przez chwilę u swych krzeseł z pochylonymi w skupieniu łowami. Wreszcie dziekan daje znak, by usiąść. Któryś z pastorów pyta sąsiada: „Do ilu liczysz zwykle, mój bracie, podczas błogosławieństwa?” „Do 25, ale są tacy co liczą do 35. Dla mnie to już dewocja.”
 
Kiedy kardynał Suenens wsiadał pewnego dnia do swego mercedesa, zauważył na wspaniałym aucie wypisane czerwoną farbą słowa: Accepit mercedum suam (Otrzymał już swoją nagrodę).
 
 
 



[1] G. van der Leeuw, Fenomenologia religii, s. 195n.
[2] Por. Tamże, s.196; T. Dajczer, Inicjacje i ich wymiar kosmiczny..., s. 85-97; R. A. FThurman, Magico-religious Power [w:] The Encyclopedia of Religion, red. M. Eliade, New York 1987, t. 9, s. 115-118; I. Andresceo-Mierenau, Magic. In Eastern Europe [w:] Tamże, t. 9, s. 101-104; M. Meslin, Magia [w:] Encyklopedia religii świata, red. F. Lenoir, Y. Tardan-Masqueilier, s. 2007-2012.
[3] G. van der Leuuw, Fenomenologia religii, s. 196-199.
[3] G. van der Leuuw, Fenomenologia religii, s. 196-199.
[4] Tamże, s. 37n.; Zob. M. Eliade, Mit wiecznego powrotu, s. 11-38.
[5] Idea celibatu, czystości seksualnej jako niezbędnego warunku bliskiego obcowania z rzeczywistością boską do dziś towarzyszy np. koncepcji kapłaństwa, życia pustelniczego, nie tylko w obrębie chrześcijaństwa, ale też m.in. w buddyzmie, hinduizmie, taoizmie. Idea czystości przedmałżeńskiej, czystości rytualnej, okresowej (post) również wpisuje się w nurt tego rodzaju rozważań. Zob. J. Homerski, Celibat: w Piśmie Świętym
[w:] Encyklopedia katolicka, t. 2, Lublin 1976, kol. 1397n.; J. Strojnowski, Celibat [w:] Tamże, kol. 1394-1396; H. Zimoń, Celibat: w religiach niechrześcijańskich [w:] Tamże, kol. 1396n.; A. Karp, Asceza: w religiach pozachrześcijańskich [w:] Encyklopedia katolicka, t. 1, Lublin 1976, kol. 980n.; J. Majkowski, Asceza: psychologia ascezy [w:] Tamże, kol. 978-980; R. Niparko, Asceza: w Kościele Katolickim [w:] Tamże,
kol. 988-992; Encyklopedyczny przewodnik po świecie idei. Od Absolutu do Żeromszczyzny, red. S. Bednarek,
J. Jastrzębski, Wrocław 1996, s. 31n.
[6] Zob. KKK 1539-1545.
[7] Por. KKK 1537-1538.

Rekolekcje Wielkopostne 2010

 

Warto przeczytać:

Benedykt XVI, Orędzie na Wielki Post 2010

Michał Kuźmiński, Michał Olszewski, Przepis na pustynię

Dariusz Kowalczyk SJ, Spowiedź, czyli przekonywanie o grzechu i miłości

Andrzej Miszk, Rozmowa z Przyjacielem, czyli codzienny rachunek sumienia

 

4
Średnia: 4 (5 głosów)
Twoja ocena Żadne

Dodaj do:
komentarze (2)zaloguj się by skomentować



Tezeusz on Facebook
home forum