<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0" xml:base="http://nowy.tezeusz.pl" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
<channel>
 <title>Salon24.pl aktywne blogi</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/</link>
 <description>Najnowsze notki na aktywnych blogach</description>
 <language>pl</language>
<item>
 <title>Objawieni</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/200322.html</link>
 <description>Dzisiejsze Czytania
Rozważanie na Uroczystość Objawienia Pańskiego (popularnie zwaną: Trzech Króli)   więcej »
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/200322.html#comments</comments>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/taxonomy/term/485">adoracja</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/bog.html">Bóg</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/taxonomy/term/486">epifania</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/ewangelia.html">Ewangelia</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/ewangelizacja.html">ewangelizacja</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/jezus-chrystus.html">Jezus Chrystus</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/taxonomy/term/484">Objawienie Pańskie</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/taxonomy/term/487">poznanie Boga</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/kategoria/religia.html">Religia</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/kategoria/rozwazania-niedzielne.html">Rozważania niedzielne</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/trzech-kroli.html">Trzech Króli</category>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/200322</wfw:commentRss>
 <pubDate>Sun, 04 Jan 2009 21:07:59 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Andrzej</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">200322 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Pytania do chrześcijan i szukujących Boga</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/200281.html</link>
 <description>W ostatnich tygodniach zarówno rozważania rekolekcjyjne oraz inne teksty w „Tezeuszu” zainspirowały ciekawe dyskusje teologiczne, między innymi o kwestii zbawienia i potępienia wiecznego, sądzie ostatecznym, ateizmie i bezbożności, niepokalanym poczęciu, przebaczeniu, a ostatnio o Kościele, jego urzędach i sprawie nieomylności Kościoła odnośnie wiary i moralności. Dla mnie samego te dyskusje okazały się inspiracją do odświeżenia różnych lektur teologicznych, przeczytania nowych książek i artykułów.   więcej »
</description>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/bog.html">Bóg</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/chrzescijanstwo.html">chrześcijaństwo</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/kategoria/edukacja.html">Edukacja</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/filozofia-religii.html">filozofia religii</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/formacja-intelektualna.html">formacja intelektualna</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/kategoria/rekolekcje.html">Rekolekcje</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/teologia.html">teologia</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/wiedza.html">wiedza</category>
 <pubDate>Tue, 16 Dec 2008 20:52:06 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Andrzej</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">200281 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Zła nowina dla bezbożnych: Będzie Sąd!</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/200214.html</link>
 <description> Rozważanie na Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata 
Dzisiejsze czytania
„Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie.” (Mateusz, 25, 35-36).   więcej »
</description>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/blizni.html">bliźni</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/bog.html">Bóg</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/kategoria/etyka.html">Etyka</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/etyka-chrzescijanska.html">etyka chrześcijańska</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/ewangelia.html">Ewangelia</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/jezus-chrystus.html">Jezus Chrystus</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/kosciol.html">Kościół</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/kategoria/kosciol.html">Kościół</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/milosc.html">miłość</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/kategoria/podroze.html">Podróże</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/kategoria/religia.html">Religia</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/sad-ostateczny.html">Sąd Ostateczny</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/wiecznosc.html">wieczność</category>
 <pubDate>Sat, 22 Nov 2008 14:30:25 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Andrzej</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">200214 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Jesienna melancholia i nieuchwytność życia</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/954.html</link>
 <description>Jesień. Zbocza gór złocą się. Ciemność wydłuża swój cień. Przymrozki figlują ze słońcem. Nostalgia. Wśród rzeczy, które lubię jest i melancholia. Taka łagodna. Stan cichej zgody na wszystko, co jest i dobry smutek, że niczego nie możemy uchwycić. Zgoda na przemijanie świata, i przyjaźni, i ból, i nieuchwytność piękna. Tęsknota za czymś, czego imienia nie znam. Nieuchwytność życia wyraża jakby jego istotę: żyjemy, nie dysponując podstawą życia i nie znając jej. Uchwycić można coś, co nasze: jakichś mebel, grudkę ziemi, płot, kierownicę samochodu, pogląd. Pochwycić znaczy jakoś zawłaszczyć, użyć. Ale życia, jakkolwiek rozumianego, nie można zawłaszczyć, chyba, że je zabijamy lub zagrozimy śmiercią. W zaciśniętej pięści pozostanie pustka.  więcej »
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/954.html#comments</comments>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/kategoria/codziennosc.html">Codzienność</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/dostojewski.html">Dostojewski</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/kategoria/filozofia.html">Filozofia</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/horror-metaphysicus.html">horror metaphysicus</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/jezyk.html">język</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/milczenie.html">milczenie</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/milosc.html">miłość</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/nadzieja.html">nadzieja</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/nostalgia.html">nostalgia</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/smierc.html">śmierć</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/sw-pawel.html">św. Paweł</category>
 <category domain="http://nowy.tezeusz.pl/tagi/zycie.html">życie</category>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/954</wfw:commentRss>
 <pubDate>Mon, 06 Oct 2008 14:20:52 +0200</pubDate>
 <dc:creator>Andrzej</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">954 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Modlitwa za aborcjonistów</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/948.html</link>
 <description>Są takie informacje, które nie wymagają komentarza. Wystarczy je rozpropagować, pokazać, by zaczęły one działać. Nie inaczej jest z propozycją Human Life International, która zachęca do modlitwy za wstawiennictwem św. Michała Archanioła za aborcjonistów i tych, którzy wspierają zabijanie nienarodzonych. - Walka przeciwko kulturze śmierci jest przede wszystkim starciem duchowym - podkreśla prezydent HLI o. Thomas J. Euteneuer. - Human Life International ma świadomość, że z pomocą św. Michała Archanioła aborcjoniści na świecie mogą nawrócić się i odejść od swojej współpracy ze złem - dodał.
- Nigdzie słowa św. Pawłą, że &amp;quot;Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich&amp;quot; (Ef 6, 12) nie są tak ewidetne i oczywiste jak w przypadku walki z aborcją - dodał duchowny.
- Jako organizacja pro life jesteśmy w sposób naturalny zainteresowani dziećmi, które są zabijane przez aborcję, ich matkami, które są przez nią niszczone. Ale troszczymy się także o wieczne dusze tych, którzy  uczestniczą w tym złu: aborcjonistów i innych, którzy promują aborcję. Chcemy zobaczyć ich w niebie - podkreślał o. Thomas J. Euteneuer.
Organizacja zachęca wszystkim, by odmawiali modlitwę do św. Michała Archanioła codziennie, szczególnie zaś po mszy świętej.
Tekst modlitwy do św. Michała Archanioła, którego autorem jest papież Leon XIII, dostępny jest na stronach HLI.
Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić do tej formy modlitwy.
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/948.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/948</wfw:commentRss>
 <pubDate>Tue, 30 Sep 2008 11:10:03 +0200</pubDate>
 <dc:creator>Tomasz</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">948 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Zejdź mi z oczu, szatanie!</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/905.html</link>
 <description>Nie ma co udawać. Fragment Ewangelii św. Mateusza, w którym Jezus wypowiada tak ostre słowa do Piotra, szokuje. Jak to? Tego, którego Jezus kilka zdań wcześniej nazwał Skałą. Na którym ma zamiar zbudować kościół. Tego nazywa szatanem. Nie do wiary.
A jednak tak stoi napisane w Biblii. Ten fragment pokazuje wyraźnie, że mimo wiary Apostołów, mimo wiary tego, który ma później im przewodzić, daleko im jeszcze do zrozumienia jaką drogę Jezus musi przejść i jaka droga czeka większość z nich. Zresztą to dopiero początek uświadamiania Apostołów o drodze prowadzącej przez mękę i śmierć.
Pokazuje też bardzo ludzkie, emocjonalne zachowanie Piotra. Wie, że jest wybrany spośród Dwunastu. Bierze na bok swojego Nauczyciela i robi mu wyrzuty. „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie.” Dla Piotra, który porzucił wszystko, bo znalazł prawdziwego Mistrza. Który zawierzył mu całkowicie i dla Niego zmienił swoje życie mówienie o dobrowolnym pójściu na śmierć jest jak powiedzenie – oszukałem Cię. Najpierw Cię wezwałem do zostawienia swoich łodzi, swojej pracy i domu. Wybrałem Cię na swojego ucznia, a teraz mówię, że pozwolę na to, aby mnie zabili. Na tym etapie uczniowskiej drogi Piotra śmierć Jezusa wydaję się być absolutna porażką, przekreślenie całej wspólnej drogi.
Pewnie dlatego Piotr wzdraga się przed tym, zaprzecza, ruga Jezusa. I pewnie mocno się zdziwił słysząc tak ostrą reakcję Jezusa: „Zejdź mi z oczu, szatanie!”. Wykazuje jasno Piotrowi, że jego sposób myślenia jest jeszcze na wskroś ludzki, nie uwzględniający woli Ojca.
Jezus nie pozostawia skołowanego Piotra i uczniów, którzy pewnie widzieli całą sytuację, samym sobie. Daje im odpowiedź na pytanie: jak myśleć na sposób Boży? Podpowiada co zrobić, żeby zostać Jego uczniem. Te słowa nie są dla nas specjalnie wygodne. Pokazują, że całkowite pójście za Jezusem, prędzej czy później, doprowadzi nas do cierpienia.
Jakie są warunki bycia uczniem Jezusa?
Zaprzeć się samego siebie – to zrezygnować ze swojego wyobrażenia o sobie, na rzecz tego jak nas widzi Bóg. To zrezygnowanie z dobrego zdania o sobie wobec Boga, o sobie we wspólnocie. To zrezygnowanie ze swoich planów, z przywiązania do nich i otwartość na plany Boże. To również uważne wsłuchiwanie się w to, co mówi do nas Bóg. To mozolne uczenie się rozpoznawania Jego woli.
Wzięcie swojego krzyża – każdy, kto pójdzie drogą Jezusa, kto bezkompromisowo zacznie wypełniać i głosić Jego naukę, spotka na swojej drodze krzyż. Krzyż niezrozumienia, krzyż odrzucenia, wyszydzania, a także krzyż prześladowania. I chcąc prawdziwie być uczniem, nie będzie mógł przed tym krzyżem uciec. Dobitnie pokazuje to męczeński koniec życia prawie wszystkich Apostołów.
Naśladowanie Jezusa – tak proste sformułowanie, a tak trudne w zrozumieniu i w realizacji. Jezus wzywa do pójścia Jego drogą, a więc przede wszystkim do realizacji woli Boga. Do czynienia miłości, do współodpowiedzialności za świat, do modlitwy, do nauczania, do wypędzania złych duchów, do uzdrawiania chorych... Jezus nie mówi o naśladowaniu tylko do pewnego momentu. „Niech mnie naśladuje”. To znaczy niech idzie tą samą drogą, którą ja przeszedłem. Drogą wypełniania woli Ojca, drogą cierpienia i drogą śmierci. Ale na końcu tej drogi stoi Chrystus Zmartwychwstały, który daje nam nowe życie.Tekst został napisany do działu Rozważania niedzielne tworzonego przez różnych tezeuszowych autorów. Zapraszam do cotygodniowej lektury rozważań.
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/905.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/905</wfw:commentRss>
 <pubDate>Sun, 31 Aug 2008 15:56:53 +0200</pubDate>
 <dc:creator>Krzysztof</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">905 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Chcecie być szczęśliwi? Dajcie się wyrzucić</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/637.html</link>
 <description>Trochę mi głupio ten wpis dzisiejszy dawać, ale w poczuciu obowiązku za dobro rodzaju ludzkiego i przyszłe misje międzyplanetarnej solidarności, nie mogę tej wiedzy zatrzymać egoistycznie tylko dla siebie. Na pewno każdy to wie, o czym ja poniżej piszę, ale też się wstydziliście podzielić tą wiedzą z innymi, i być może dlatego, ludzkość nie czuje się dziś w najlepszej formie.
Otóż, chciałbym powiedzieć, że od pewnego czasu czuję się coraz szczęśliwszy. Po prostu, cokolwiek robię i czegokolwiek nie robię, samo istnienie, sprawia mi radość. Wstaję wcześnie rano, choć mi się nie chcę, i cieszę się, że wstaję i zaczynam dzień. Rozpalam w kominku i nie mogę nacieszyć się tym rozpalaniem. Modlę się długo  i nie mogę przestać. Jem kanapki  z serem czy zupę grzybową z proszku, i nie mogę się nadziwić, że to tak smakuje. Patrzę na brykające koty i  coraz bardziej się rozczulam. Wpada Galu na ferię i nie tylko, że mi nie przeszkadza w uprawianiu samotności, to cieszy mnie bardzo jego obecność i coraz lepiej nam się ze sobą mieszka i gada. Siadam do filozofii i nie mogę się oderwać, a poczucie odkryć genialnych – co z tego, że złudne - towarzyszy mi na każdej stronie. Nawet ten nudny niemiecki zaczął mnie bawić i jakoś idzie do przodu. Rozwiązuję różne Tezeuszowe problemy, i bardziej mnie to cieszy niż męczy. Wychodze na spacer i nie mogę się napatrzyć widoków, nachodzić, nasycić. Kładę się spać, i sen wydaje mi się czymś zupełnie niezwykłym i życiodajnym. Po prostu, wszystko mi pasi. A gdy pomyślę o czyhających na to moje szczęście wielkich zagrożeniach:
brak ubezpieczenia zdrowotnego, no i trzeciego filaru, brak zaczepienia w poważnej insytucjonalnej strukturze, niepewność odnośnie przyszłych zarobków, możliwej kradzieży mojego jedynego „bogactwa” czyli laptopa della, zagubienie karty kredytowej, mieszkanie kątem w rozpadajacej się chałupce, itp
to po prostu śmiać mi się chcę, a jak mi dobrzy ludzie o tym mówią, to udaję, przez szacunek dla nich, że poważnie to wszystko traktuję, ale prawda jest taka, że ja tego wszystkiego nie chcę, że właśnie chcę w tych wielkich zagrożeniach tkwić, że mi tak dobrze, i jakby ktoś chciał mi odebrać prawo do szczęścia.
I zastanawiam się, co się dzieje? I nie zdradzę sekretów najgłębszych, najbardziej intymnych, ale o jednej banalej sprawie powiem. Istotnym źródłem mojego szczęścia jest brak zabezpieczeń: finansowych, instytucjonalnych, ubezpieczeniowych, mieszkaniowych, itd. i rosnący brak lęku o siebie, swoje zdrowie, życie, przyszłość. Ja się po prostu doskonale czuję jako „wyrzucony”, na marginesie, nie ubezpieczony, zależny od dobrej woli i kaprysu innych. To pozwala przeżywać mi każdy dzień jako czysty dar od Boga, nie bać się, że mogę zachorować, mieć wypadek, umrzeć, choćby jutro, skończyć w przysłowiowym przytułku, itd. Dostrzegłem istotny związek między naszą troską o zabezpieczenie się od wszelkiego ryzyka a zanikiem lekkości, szczęścia i twórczości. Przynajamniej  w moim przypadku tak jest. Czym więcej się zabezpieczamy, tym bardziej się lękamy. Czym mniej się zabezpieczamy, tym bardziej wyzbywamy się lęku i jesteśmy wolniejsi. I tu nie chodzi o to, co mamy w głowie, w intencjach, ale chodzi o konkretne decyzje i działania „zabezpieczające”, to właśnie one kształtują nasz rzeczywisty profil duchowy.
Zapytałem się wczoraj: czy byś się bardzo zmartwił, gdybyś miał jutro umrzeć? Otóż, nie. Zmartwiłbym się, gdybym przestał być zdolny do miłości, do twórczości, do szaleństwa, do modlitwy i kontemplacji. Ale śmierć, choćby przedwczesna, czy choroba, nawet poważna, nie budzi we mnie lęku (co oczywiście nie oznacza, że gdyby przyszła, utrzymałbym ten stan ducha, ale tu chodzi, jak „teraz” z tym się czuję).
Chcecie być szczęśliwi? (recepta żartobliwa, ale na poważnie)
Dajcie się wyrzucić ze szkoły, uczelni, pracy, instytucji, zakonu, albo choćby żyjcie bez lęku przed tym. Nie zabezpieczajcie się. Nie lękajcie się przesadnie o jutro i nie konsumujcie zbyt wiele. Nie czyńcie z choroby i śmierci ostatecznej tragedii, bo nimi nie są. Nie obawiajcie się zostać zmarginalizowani, odarci z prestiżu, pozycji, społecznych zabezpieczeń. Przeciwnie, dajcie się zmarginalizować i polubcie to. A jeśli z konieczności musicie dźwigać jakieś funkcje i prestiże, zachowajcie całkowitą obojętność i z tęsknotą oczekujcie dnia, gdy to się skończy.
Szczęście zaczyna się, gdy wszystko staje się bezinteresownym darem, którym po prostu cieszymy się. A wszystko staje się darem, gdy nie zabezpieczamy swego istnienia przed wszelkim ryzykiem, ale przeciwnie, ochoczo wystawiamy je na ryzyko i żyjemy dniem, tak, jakby miał to być nasz jedyny i ostatni dzień. My sami doświadczamy siebie jako daru, gdy przestajemy się lękać utraty siebie i swych zabezpieczeń. Gdy my stajemy się darem, wszystko staje się darem. A szczęście właśnie na tym polega, że żyje się w relacji daru. To właśnie dar tryska miłością, twórczością, świeżością, bezinteresownością, wolnością, więzią bez lęku. I to nas czyni szczęśliwymi. Po prostu.
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/637.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/637</wfw:commentRss>
 <pubDate>Wed, 16 Jan 2008 11:39:37 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Andrzej</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">637 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Dwa bieguny - wybieram głupotę i upór czy ?</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/617.html</link>
 <description>Chciałbym dziś przedstawić dwie postaci biblijne, o których może mało się mówi, ale są one ciekawe ze względu na czasy w jakich żyjemy -Dawid i Nabal .
Obydwu spotykamy w I księdze Samuela w 25 rozdziale od 2 wersa.
Nabal - krnąbrny człowiek o usposobieniu - jeśli cię potrzebuję to jesteś ok, ale jak ty czegoś chcesz to cię nie znam.
Mimo swojego usposobienia miał jak to Biblia nazywa w. 3 żonę, która była roztropna i piekna, wspaniałe połącznie dwóch przymiotów przy mężu, którego ona sama nazywała głupcem.
W hitorię Nabala wpisuje się Dawid, w czasach gdy jeszcze nie był królem, przemierzając pustynię w czasie ukrywania się przed Saulem ,który dybał na jego życie dowiedzał się, że Nabal strzyże owce (można by dziś powiedzieć  dostał wypłatę za kontrakt, dostał spory przelew). Jako, że w mniemaniu Dawida Nabal powinien być wdzięczny i wdzięczność tę okazać Dawidowi ze względu na ochranianie jego trzód przez żołnierzy Dawida, nie whał się wysłać ludzi po zaopatrzenie do Nabala.
&amp;quot;któż to jest Dawid?&amp;quot; przeszczernie pyta się Nabal.
Pierwsza refleksja, gdy Dawid był u sławy i wołano Saul zabił tysiąc, ale Dawid 10 tysięcy, opiewano jego imię zwłaszcza po rozgromieniu Goliata, to zapewne Nabal bardzo znał Dawida, ale gdy ten znalazł się w niewygodnej pozycji już go znać nie chciał.
Być może i my doświadczamy takiego stanu, być może dziś niewiele znaczysz drogi czytelniku, i wszyscy się od ciebie odwrócili oprócz garstki wyrzutków, tak jak przy Dawidzie jedynie tacy znaleźli miejsce.
Dawid zapałał gniwem i zapewne jak większość z nas postąpiła by chciał wymierzyć sprawiedliwość, własną sprawiedliwość. Bóg jednak na to nie pozwolił.
Druga refleksja Pan czuwa nad swoimi dziećmi, aby zatrzymać ich w głupocie i w impulsywności.
Roztropna żona Nabala Abigail, zadziałała nie patrząc na głupotę męża pojechała załagodzić spór, chronić to co można jeszcze było ocalić. Wzięła winę na siebie, złożyła dary Dawidowi i przypomniała mu w proroczy sposób do czego go Bóg powołał - &amp;quot;a gdy Pan wykona na moim panu wszystko to dobre, które wypowiedział o tobie, i ustanowi cię księciem nad Izraelem...&amp;quot; (w.30), w tym momencie zapewne Dawid oprzytomniał, umarł ten, który go namaszczał na króla (Samuel I Sam. 25:1), nic nawet nie sugerowało, że kiedyś to proroctwo się wypełni, a tu ta kobieta - jak grom od Boga - można sparafrazować - synu pamiętaj, że cię powołałem, i wypełnię to do czego cię powołałem - ale ty idź za mną i ufaj mi, sam nie wymierzaj sprawiedliwości, sąd do mnie należy.
Dawid zrozumiał, jego serce zostało odnowione, Pan przemówił ustami Abigail, zawrócił , zaniechał zemsty.
Trzecia refleksja, nie należy się niecierpliwić, Pan na pewno tego co obiecał dokona.
Nabal zapity nie świadomy zagrożenia, rano dowiaduje się że o mały włos, ale spada na niego sąd Boga, głupota, upór i krnąbrność zostały ukarane.
Czwarta refleksja, kamień rzucony w górę spada na tego, kto go rzucił uczą Przypowieści Salomona, jeśli gardzimy Bożymi ludźmi, Bóg również nami pogardzi
Pan pobłogosławił Dawidowi za to że Go usłuchał, dał mu żonę Nabala piękną i roztropną.
Dawid ostatecznie został królem Izraela, według serca Bożego, nie był bez wad, nie był bez grzechu, ale to co go cechowało to miłość do Boga, to serce i dusza oddana Bogu.
Refleksja ostania - Bóg szanuje nas, uczy, prowadzi jeśli mamy czułe serce dla Niego, jeśli nie zatwardzamy karku na Jego pouczenie, wylewa swoją łaskę i miłość. Obdarza dobrem i karci kiedy trzeba.
Chodźmy w zaufaniu do Boga, On jest zbawieniem i siłą naszą. On, który dał nam zbawienie w Jezusie Chrystusie - Panu i Bogu
KJ
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/617.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/617</wfw:commentRss>
 <pubDate>Fri, 04 Jan 2008 22:36:00 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Kazimierz</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">617 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Katolickie sakramenty i ryzyko wiary</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/584.html</link>
 <description>Z natury jestem raczej  umysłem filozoficzno-literackim, i znam swoje skłonności do odlotów i przekraczania granic, dlatego pewnie teologię starałem się traktować jako mocną kotwicę, bez ryzykowania osobistych poszukiwań, tym bardziej, że studiowałem ją w obcym języku. Zmieniły to dopiero traumatyczne doświadczenia ostatniego roku i towarzyszące im przemyślenia i lektury. Kościół katolicki autentycznie przeraził mnie i stał się przez to największym wyzwaniem dla wiary w Boga przeżywanej po katolicku.
Zastanawiałem się dziś nad fenomenem wiary katolickiej.  Jak to się dzieję, że w Kościele dzieją się różne złe rzeczy, które nas bolą, a my nie odchodzimy, czy konkretnie ja nie odchodzę? I tutaj nie chodzi o jakąś kalkulacyjną ocenę: położenie na jednej szali plusów na drugiej minusów, i intelektualną diagnozę, ze plusy przeważają, więc zostaję. Tak, na poziomie intelektualnym mogę wiedzieć, że plusów jest więcej, ale nawet gdybym wiedział, że czasami minusów jest więcej, ta ocena nie miałaby kluczowego znaczenia dla mojego bycia lub nie bycia katolikiem.
Myślę, że sprawa decyduje się w sferze osobistej wiary, potwierdzanej sakramentalną praktyką, a przynajmniej wiarą w rzeczywistość sakramentów. Dopóki wierzę, że w Eucharystii jest rzeczywisty Jezus Chrystus, Syn Boży, a podczas spowiedzi to rzeczywiście Bóg odpuszcza moje grzechy to nie przestaję też wierzyć w Kościół, jako rzeczywistość Bożą. Akceptacja w wierze sakramentalnego charakteru katolicyzmu sprawia, że zgadzam się tym samym na hierachiczną stukturę Kościoła, uznaję i szanuję apostolską sukcesję i sakramentalny charakter katolickiego kapłaństwa. Ta cała sprawa, choć można ją zintelektualizować, zwłaszcza po kilkunastoetniej intensywnej katolickiej formacji i studiach, rozstrzyga się w obszarze wiary osobistej praktykowanej we wspólnocie Kościoła. Czyli po prostu są to ponawiane akty wiary: chodzenia na msze świętą, przyjmowania komunii, przystępowania do spowiedzi, modlitwy liturgicznej i osobistej, itd.
Osobiście mam chyba silną wiarę w sakramentalny charakter Kościoła katolickiego, dlatego też pewnie nigdy w swych rozmyślaniach i pisaniu nie przekraczam granic katolickiej ortodoksji ani szacunku wobec kościelnej hierachii i w ogóle Kościoła katolickiego. A jednocześnie to swoiste sakramentalne „bezpieczeństwo” wiary pozwala na podejmowanie ryzyka konceputualizacji nowych, dość skrajnych osobistych doświadczeń wiary i Kościoła. I szukania nieznanych dotąd charyzmatycznych źródeł odnowienia wiary katolickiej i osobistego doświadczania Boga.
Dodatkowo, w moim przypadku katolickiego księdza ważny jest chyba też celibat przeżywany jako fundamentalne ukierunkowanie egzystencji i miłości do Jezusa niezapośredniczonych poprzez ekskluzywną erotyczną relacją z kobietą. A kapłańskie święcenia diakonatu będące katolickim sakramentem połączone z celibatem jako przyrzeczeniem Bogu i Kościołowi czystości seksualnej motywowanej religijnie, jeśli są przeżywane w duchu autentycznych zmagań i próby wierności stanowią mocne zakorzenienie w katolickiej wspólnocie wiary.
Przyznam też, ze nigdy jeszcze nie czułem się tak wolny duchowo i intelektualnie jako katolik jak obecnie. Gdy byłem jezuitą, miałem twórcze okresy w dziedzinie filozofii podczas intensywnych studiów w Krakowie, ale teologicznie i eklezjalnie byłem niezwykle sztywny, i chyba – jak dziś to widzę – wąski intelektualnie.  Z natury raczej jestem umysłem filozoficzno-literackim, i znam swoje skłonności do odlotów i przekraczania granic, dlatego pewnie teologię starałem się traktować jako mocną kotwicę, bez ryzykowania osobistych poszukiwań, tym bardziej, że studiowałem ją w obcym języku.  Zmieniły to dopiero traumatyczne doświadczenia ostatniego roku i towarzyszące im przemyślenia i lektury.  Kościół katolicki autentycznie przeraził mnie i stał się przez to największym wyzwaniem dla wiary w Boga przeżywanej po katolicku.
Obecnie w nowej sytuacji egzystencjalno-duchowej to się zmienia: po prostu idę duchowo i intelektualnie tak daleko jak to możliwe, nie stawiam się sobie żadnych ograniczeń, ufając Bogu, że wiara przeżywana we wspólnocie Kościoła katolickiego jest wystarczającym „zabezpieczeniem” moich poszukiwań. Nie tworzę żadnej teologii, po prostu staram się jakoś opisać osobiste doświadczenie wiary poddając jednocześnie krytycznej analizie niektore ograniczenia Kościoła i próbując „odmulić” trochę potencjalne źródła eklezjalnej łaski.
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/584.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/584</wfw:commentRss>
 <pubDate>Mon, 10 Dec 2007 17:02:10 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Andrzej</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">584 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Pierwsze echa, sprostowania i refleksje</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/569.html</link>
 <description>Z boku to jest nieco zabawna historia: człowiek sobie siedzi na jakimś odludziu i zastanawia sie czy i ile udzielić wywiadów, zrobić konferencji prasowych, itd. Potem rzeczywiście wybiera wariant minimum medialnego i opowiada po roku przymusowego milczenia jednej z dużych gazet swoją historię i jej kontekst, i znów chowa się na prowincję, by media nie dopadały go za  często.  Jednocześnie pisze o tym dość szczegółowo w blogu i wszystko to wydaje się nieco fantastyczne, gdyby nie było rzeczywiste.
Pierwsze echa czytelników, które dotarły do mnie, są bardzo pozytywne: dobry, żywy tekst, wiarygodne świadectwo, opowiedziane spokojnie z fajnymi, prowokacyjnymi pytaniami. Ludzie, którzy historii wcześniej nie znali są zwykle wstrząśnięci, lepiej też rozumieją wewnętrzne mechanizmy kościoła. Oczywiście, tekst najmniej spodoba się jezuitom, przynajmiej części, bo nikt nie lubi, gdy pojawia się coś krytycznego, tym bardziej jeśli jest prawdziwe. Choć już dostałem echa pozytywne również od jezuitów.
Współbraciom jezuitom, czytającym ten blog, odnośnie wywiadu powiem kilka rzeczy: jego adresatem jest czytelnik masowy – ok. 0.5 mlnu ludzi plus mutacje na portalach w Sieci. Wszelkie niuanse, precyzacje musiały zniknąć z tekstu, nieraz pojawiają się dziury i uogólnienia okresów mniejszych, itp. Np. sprawa mobbingu zasadniczo dotyczy relacji z prowincjałem, bo wspólnota we Wrocławiu zachowywała się bez zarzutu i przez rok do sierpnia 2007 mam tylko przyjazne i dobre doświadczenia, zwłaszcza dzięki o. Superiorowi i o. Wackowi, ale wszystkich współbraci domowników dobrze wspominam i z wielką wdzięcznością. Potem zaczął się i trwał do końca mojego pobytu w zakonu rzeczywiście trudny okres, o którym nie chciałem mówić w mediach. Tekst też odnośnie jezuitów dotyczył głównie ostatniego roku, więc nie można było powiedzieć o różnych bardzo wielu pozytywnych doświadczeniach i dobrych jezuitach z wcześniejszego 10-letniego okresu. Wierzę, że będzie jeszcze okazja opowiedzieć o tym i oddać im sprawiedliwość.
 Z drugiej strony, ja o sprawach agentury SB w zakonie mówiłem niezwykle delikatnie, powiedziałem jedynie niewielką część z tego, co wiem i co przemyślałem, właśnie po to, żeby dać szansę zakonowi na jakieś samodzielne ruchy pozytywnej przejrzystości w tej materii. Przede wszystkim nie wspomniałem wprost i nie pogłębiłem mojej podstawowej hipotezy o patologizującym wpływie byłej agentury SB na styl władzy i rozeznania w zakonie jezuickim już po roku 1989. Brak poważnego zającia się tą sprawą na poziomie historycznym, etycznym, eklezjalnym i zakonnym, jak też brak czytelnego PR dla wiernych i opinii publicznej ma destruktywne skutki dla samych jezuitów i wiarygodności ich posługi w Kościele. Nie jest tak, że łaska Boża, która przemaga wszelki grzech, mogła pomóc tam, gdzie ludzie nie stają w prawdzie i nie nawracają się. Ze wzgledu na znaczenie jezuitów dla Kościoła w Polsce brak uczciwej i głębokiej lustracji w zakonie ma też negatywny wpływ na życie kościelne w kraju, jak również na społeczeństwo.
Skutek braku lustracji w zakonie jezuickim, a jednocześnie mocne sygnały o ukrywaniu prawdy, cenzurze, represjach i braku miłosierdzia wobec zwolenników lustracji w zakonie spowodują częściową utratę reputacji zakonu w Polsce. Ten sam proces dotyczy też zresztą Episkopatu: dla większości wiernych i opinii publicznej kolejne komunikaty w sprawie lustracji to jawna kpina, naturalną reakcją ludzi na robienie ich w balona jest częściowa odmowa zaufania do przywództwa w Kościele, proporcjonalna do wagi sprawy. Z punktu widzenia kościelnej władzy, czy szerzej klerykalnych środowisk duchownych i świeckich, to proces niechciany i smutny, ale patrząc na rzeczywiste dobro Kościoła i kondycję moralną i duchową wiernych i społeczeństwa to naturalny i dobroczynny proces. Wierzę też, że chciany przez Ducha Świętego. Jedyną sensowną odpowiedzią jezuitów i Kościoła na spadek zaufania i reputacji jest udzielanie pełnych i wiarygodnych odpowiedzi w sprawach bolesnych i kontrowersyjnych, również takich jak agenturą SB wśród duchownych.
Kolejna sprawa: realny wpływ opiniotwórczy. Obecnie coraz mniejsze znaczenie mają instytucjonalne autorytety, również w Kościele. Ludzie szukają wiarygodnych świadków, ludzi z krwi i kości, choćby niedoskonałych, ale takich, którzy próbują szczerze myśleć, modlić się, dzielić sobą z innymi. Kiedyś trzymanie dystansu i ukrywanie kulis spraw, również brudnych i trudnych, za fasadą instytucji i autorytetu, budowało ten autorytet, a przynajmniej chroniło go. Obecnie jest inaczej. Jeden bloger może mieć większy wpływ na opinię publiczną niż liderzy dużych instytucji. Dlaczego? Bo przedstawia bardziej wiarygodną relację i jest dużo bardziej interesujący dla opinii publicznej niż oficjalne komunikaty urzędników czy to państwowych, biznesowych czy kościelnych. Zwłaszcza, jeśli mają oni coś do ukrycia. Czyli można utrzymać władze, ale utracić realny inspirujący wpływ na ludzi.
W tej sprawie jest podobnie: cześć ludzi mnie lubi lub/i popiera, część nie lubi i krytykuje. Ja zostawiam na portalu wszystkie głosy, nawet te najbardziej krytyczne czy paranoiczne. Z dwóch powodów: z szacunku dla krytyków oraz dla wiarygodności mojego przekazu. Co jest istotne: że zarówno sympatycy i krytycy czytają i omawiają moje teksty, dyskutują między sobą, i jest ich coraz więcej. Bo w Tezeuszu tworzy się rzeczywista dyskusja, i więcej jest tu prawdy, choćby z jej mieliznami demagogii, złośliwości, braku refleksji, itp.  To, że mogę teraz docierać poza Tezeuszem do setek tysięcy, czy nawet milinów odbiorców tworzy dodatkowy atut: nie jest ważne, czy mój przekaz spodoba się wszystkim – nigdy tak nie będzie - ale że staje się on częścią debaty publicznej i kościelnej. Jednocześnie najbardziej zainteresowani tematami, z którymi zetknęli się w dużych mediach, mogą przychodzić na Tezeusza – i robią to – by pogłębić swoją wiedzę, czy włączyć się do portalowych dyskusji. To wszystko razem tworzy dynamikę opiniotwórczą o dużym, rosnącym potencjale.
Dla mnie osobiście jest to istotna część misji ewagnelizacyjnej i dialogu w Kościele i świecie, poprzez media. Adwent, czyli oczekiwanie na Pana ma również swój wymiar publiczny. Rozmawiamy o Bogu, o prawdzie, o człowieku, o Kościele, o dobru i złu, nawróceniu i pojednaniu. Nie jest najważniejsze jaki akurat temat nas aktualnie porusza do rozmowy: chodzi o to, by Pan dotykał naszych serc i otwierał je na budowanie Jego Królestwa, na wyczekiwanie Jego przyjścia. Rozmawiamy o tym, takimi językami jakimi potrafimy, w takiej kondycji jakiej aktualnie jesteśmy, w rzeczywistym kontekście osobistym, publicznym i kościelnym. W ten sposób ujwania się tajemnica Wcielenia obecna w naszym życiu i relacjach. Maranatha!
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/569.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/569</wfw:commentRss>
 <pubDate>Sun, 02 Dec 2007 12:28:37 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Andrzej</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">569 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Światło we mgle</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/564.html</link>
 <description>Wracam z Warszawy. Trochę niewyspany, zmęczony, stęskniony za wiejską ciszą, ubogą chatką, kominkiem, kotami-łobuzami. Czuję, jakbym spełnił swój obowiązek, choć wiem, że to dopiero początek. Teraz trzeba będzie pogłębić tematy: wolność w kościele, sumienie, lęk przed prawdą, niezdolność do nawrócenia, dialogu i pojednania, patologie władzy i posłuszeństwa, relatywizm moralny kościelnych elit, totalitarne „ukąszenie” Kościoła, nowy język ewangelizacji, pokora bezbronnych, miłosierdzie ubogich,  itp. Trzeba też będzie powiedzieć, co sprawa lustracji powiedziała Kościołowi i ludziom. Sytuacja w polskim Kościele jest dramatyczna, większość wiernych mgliście zdaje sobie sprawę z kryzysu, ale ani nie ma czasu, ani motywacji, by temat zgłębiać; ludzie się zorientują, gdy już kryzys będzie widać gołym okiem. Znam to z Irlandii.
Prawdopodobnie rok 2007 okaże się momentem krytycznego tąpniecia Kościoła w Polsce: kluczowe jest rozminięcie się intuicji etycznych większości wiernych i kościelnej hierachii w sprawie oceny konkretnych postaw etycznych i eklezjalnych. Utrata, czy zmniejszenie zaufania do przywodztwa w Kościele, odkrycie interesów korporacyjnych duchownych i naszych moralnych i duchowych ograniczeń. Do wielu wiernych dotarło, że po prostu nie mogą na nas w sprawach pozasakramentalnych specjalnie liczyć i oczekiwać, że wiarygodnie będziemy świadczyć o Chrystusie i Ewangelii. Trudno nam wszystkim dopuścić myśl, że krążymy we mgle, i ślepi prowadzą ślepych, żyjemy w zakłamaniu fundamentalnych religijnych i etycznych pojęć. Używamy słów: prawda, dialog, miłosierdzie, sumienie, godność. Pod tymi słowami najczęściej czai się aksjologiczna pustka, relatywizm, przeciętność, czy świadoma obłuda.
Co robić? Najpierw trzeba z pokorą zacząć nazywać rzeczy takie jakimi są. Bez upiększeń, iluzji, dwuznaczności.  Po prostu: przestać notorycznie i zbiorowo kłamać. I powierzać tę naszą ludzką i kościelną rzeczywistość Jezusowi, prosząc, by dał nam odwagę stawania i życia w Prawdzie. Czym więcej zdolności do prawdy, tym więcej odwagi w okazywaniu sobie miłosierdzia. Jeśli przestaje się lękać tego, że jestem słaby, grzeszny, zakłamany, że moja wspólnota religijna nie zawsze jest przestrzenią wiary, nadziei i miłości, że ranimy i krzywdzimy siebie nawzajem z bezmyślności, ze słabości, z powodu własnych zranień, to wówczas mogę być bardziej wyrozumiały, miłosierny i empatyczny wobec innych. Bo czymże jest choćby bezmiar ludzkiego, również, a może przede wszystkim mojego, zła wobec Bożej łaski i Bożego miłosierdzia?
Trzeba też zacząć rozmawiać krytycznie o władzy w Kościele: tutaj jest źródło wielu kościelnych słabości i patologii. Czyli trzeba spojrzeć na Kościół również socjologicznie, jako organizację, która ma swoje prestiżowe, ekonomiczne i polityczne interesy, złe totalitarno-inkwizycyjne tradycje, poważne historyczne upadki moralne i wieloletnie błędy w ocenie rzeczywistości. Z pokorą trzeba prosić Jezusa, by nauczył nas patrzeć na Kościół w świetle Ewangelii, ale bez zakłamania i faryzeizmu, korzystając z wiedzy świeckiej.
O tym wszystkim będę teraz myślał, pisał, przemadlał. Czuję się do głębi duszy przeniknięty krzyżem grzechów Kościoła, którego jestem dzieckiem, i które są również moim grzechami, słabościami, niemocami. Kenoza, czyli ogołocenie Chrystusa dzieje się w świecie i w Kościele, a w Kościele Chrystus być może cierpi jeszcze boleśniej. Kościół otrzymał od Jezusa całą wiedzę i moc, by dawać czytelne świadectwo Prawdy, Miłosci, Ewangelii. Co z tym uczyniliśmy? Z pokorą musimy uznać, że często używaliśmy tej mocy, krwi i łez proroków, męczenników i świętych, samego Chrystusa dla siebie i naszych małych interesów. Jeśli wielu odwraca się od Kościoła, nie wierzy deklaracjom kościelnych przełożonych, uważa nas za niewiarygodnych i zakłamanych, a nawet pysznych, to nie wynika to jedynie z ich braku życia w Łasce i grzesznych czynów zaciemniających osąd. Ale w tych opiniach jest też duża dawka prawdy, którą z pokorą powinniśmy brać sobie do serca.
Jeśli z ufnością patrze w przyszłość chrześcijaństwa i rodziny ludzkiej, to dlatego, bo wierzę, że Jezus jest nieustannym źródłem odnowy człowieka i Kościoła. Dla mnie jako chrześcijanina w Ewangelii, sakramentach i modlitwie jest wystarczająca moc i światło, by znaleźć drogę we mgle. Wierzę, że ten sam Jezus jest również tajemniczo obecny w sumieniach i sercach tych, którzy przeżywają kłopoty z wiarą, religijnymi praktykami czy zmagają się z własnymi słabościami.
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/564.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/564</wfw:commentRss>
 <pubDate>Thu, 29 Nov 2007 10:10:05 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Andrzej</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">564 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Zakorzenić Kościół w Prawdzie</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/553.html</link>
 <description>Mamy nieraz wrażenie, zwłaszcza osoby dalekie od kościelnych instytucji, że Kościół katolicki, czy w ogóle kościoły chrześcijańskie nie obejmują całej rzeczywistości, nie rozumieją i nie szanują niektórych aspektów ludziej egzystencji, bywają wyalienowane i używają nieraz różnych form przemocy psychologicznej wobec swych wyznawców i ludzi spoza, by narzucić im swe roszczenie posiadania absolutnej prawdy o Bogu i rzeczywistości.
Chciałbym zaproponować filozoficzne pogłębienie tego trafnego spostrzeżenia, które po prostu oznacza, że Kościół słabo radzi sobie z pluralizmem rzeczywistości, a przez to trudno mu jest odnajdywać Boga w niejasno definiowalnych obszarach, które być może stanowią nawet większość ludzkiej rzeczywistości i doświadczenia. Na potrzeby tego namysłu zastosuje pewne kategorie wypracowane przez Hannah Arendt w jej refleksji nad dziedziną prywatną i publiczną.
Dziedzina prywatna to obszar, który traktujemy jako tak czy inaczaj pojmowaną rodzinę, w której naczelną zasadą rządzenia jest posłuszeństwo, a prawda o rzeczywistości tworzona jest w oparciu o przedłużenie i wzmocnienie jednego jej aspektu, uważanego przez ojca rodziny jako kluczowy. W dużym przybliżeniu można powiedzieć, że Kościół, mimo iż jest też dużą publiczną organizacją, odczytuje siebie i urzeczywistnia właśnie jako rodzina, głównie poprzez nacisk na posłuszeństwo jako zasadę transmisji dyscypliny, ale – co być może ważniejsze – konsytutowania prawdy o rzeczywistości.
Natomiast rzeczywistość światowa według Arendt może być odczytana w swej prawdzie i pluraliźmie wówczas, gdy „rzeczy mogą być widziane i słyszane przez wielu w różnorodności aspektów, nie zmieniając swej tożsamości, tak, że zgromadzeni wiedzą, iż mają do czynienia z tożsamością w całkowitej różnorodności”.
Oba sposoby dochodzenia do prawdy są jednocześnie sposobami zakorzeniania się w rzeczywistości. A jeśli prawda przez małe „p” ma nas prowadzić do Prawdy, to nasz przystęp do niej zależy w dużym stopniu od tego, ile swymi doświadczeniowymi i poznawczymi sieciami złowimy pluralistycznej rzeczywistości. Oba sposoby: prywatno-rodzinny i publiczno-światowy mają swoje plusy i minusy. Prywatno-rodzinny sposób stanowienia rzeczywistości w Kościele może zapewnić silne więzi tożsamościowe i dawać silne poczucie bezpieczeństwa, a w swych najlepszych wcieleniach doświadczenie więzi miłości. Jego możliwe wypaczenia to: przemoc i alienacja, które pojawiają się, gdy prawda o rzeczywistości w doświadczeniu uczestników Kościoła i społeczeństwa jest niepokojąco inna lub pojemniejsza niż narzucany odgórnie jej dominujący aspekt; lęk i agresja wobec pluralistycznego świata, którego nie rozumie się i którego nie można dyskutować w ramach rodzinnej dyscypliny; karłowacenie obrazu Boga spowodowane redukcją pluralizmu rzeczywistości, czyli Bóg „odnajdywany” jest tylko w ramach kilku ubogich etykiet czytanych w języku zrozumianym jedynie dla wtajemniczonych. Arendt ostrzega: „Koniec wspólnego świata nadchodzi wówczas, gdy świat ten jest widziany tylko w jednym apekcie i wolno mu prezentować się tylko w jednej perspektywie”.
W Polsce modelowym przykładem urzeczywistnienia tych niebezpieczeństw „prywatywno-rodzinnie” postrzegania Kościoła jest środowisko Radia „Maryja”. Ale te negatywne cechy w różnym stopniu dotyczą całego Kościoła, zwłaszcza w krajach o wciąż żywej tradycyjnej religijności i małej refleksyjności wiernych, takie jak Polska.
Wyzwaniem jakie stoi przed Kościołem i chrześcijanmi jest przemiana prywatywno-rodzinnego postrzegania wspólnoty religijnej i świata, na sposób bardziej pluralistyczny. Czyli zasada rodzinnego posłuszeństwa konstytuująca sukcesję, dyscyplinę i epistemologię Kościola powinna zostać wzbogacona o demokratyczne formy pluralistycznego szukania consensusu, a przynajmniej pluralistycznej debaty wewnątrzkościelnej i społecznej. To wzbogacenie z natury rzeczy będzie miało charakter konfliktowy, bo zasada posłuszeństwa od wieków przyzwyczajona jest do stosowania przemocy i w niewielkim stopniu otwarta jest na perswazję pluralistycznej prawdy, zwłaszcza jeśli jest ona proponowana charyzmatycznie i oddolnie.
Osłabienie zasady rodzinnego posłuszeństwa w Kościele będzie następować z jednej strony przez obnażanie jej aspektów przemocy i alienacji, a w sensie pozytywnym przez dowartościowanie działania Ducha Świętego działającego poprzez sumienia i pluralistyczną rzeczywistość świeckich wiernych i ludzie spoza Kościoła. Czyli Kościół ma się stawać rodzinno-światowy i zgodzić się na twórczy wewnętrzny konflikt generujacy pojemniejsze odczytywanie pluralistycznej rzeczywistości. Dzięki temu będzie mógł dużo lepiej pomagać swoim wiernym i innym w spotkaniu i znajdowaniu Boga.  To wewnątrzkościelne bolesne zmaganie wydaje się być jedyną droga, dzięki której Kościół ma szanse nie tylko przetrwać w sekularyzującym się świecie, co według mnie samo w sobie jest mało interesujacym celem, ale stawać się rzeczywistym świadkiem Chrystusa w pluralistycznym świecie.
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/553.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/553</wfw:commentRss>
 <pubDate>Fri, 23 Nov 2007 19:04:30 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Andrzej</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">553 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>KOLESIE</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/549.html</link>
 <description>„Dat nie wpisujemy, z datą dokument byłby nieważny – powiedział kot składając niedbały podpis&amp;quot;
(M.Bułhakow; „Mistrz i Małgorzata”)
Czwartek, 22 listopada 2007
&amp;quot;Publicysta &amp;quot;Faktu&amp;quot; nie kryje swego entuzjazmu dla tych badań. Jest zwolennikiem kary śmierci. &amp;quot;... dla mnie kara ma być przede wszystkim sposobem na przywrócenie zachwianej zbrodnią równowagi. Są zbrodnie tak nieludzkie i ohydne, że jedyną sprawiedliwą za nie karą jest, w moim przekonaniu, właśnie kara śmierci&amp;quot; - przekonuje.
Na koniec Warzecha pyta:
    &amp;quot;Skoro ... wykonanie jednego wyroku śmierci może ocalić kilkanaście istnień, to czy faktycznie należy zabraniać pozbawiania życia w imieniu państwa, z decyzji niezawisłego sądu i po wnikliwym procesie? Nie chodzi przecież o prewencyjne powieszenie przypadkowego człowieka, ale sprawcy przestępstwa.&amp;quot;
(Za:  http://www.pardon.pl/artykul/3142/naukowy_dowod_na_slusznosc_kary_smierci  )
Mój komentarz:
Piąte: Nie zabijaj.
I wszystko jasne, prawda?  Więc, co to za knajpiane:
 - &amp;quot;Koleś, zrozum: wprawdzie zakazałeś zabijania, ale bądź człowiek. Tym razem przymknij oko. No, to siulim!&amp;quot;
Spoufalanie się z Bogiem?
Ps.: Wiem, jestem pierwsza naiwna we wsi. Dziś powiesimy przecież &amp;quot;tylko&amp;quot; mordercę dziecka,  jutro zabijemy &amp;quot;tylko&amp;quot; paru Afgańczyków, pojutrze paru &amp;quot;zbędnych&amp;quot; Irakijczyków, popojutrze - kilka, kilkaset tysięcy, kilka milionów jakichś innych, zupełnie... wyjątkowo i tylko &amp;quot;tym razem&amp;quot;.
Fajnie, nie?
.
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/549.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/549</wfw:commentRss>
 <pubDate>Thu, 22 Nov 2007 06:53:35 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Plezantrop</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">549 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>PANTA RHEI…?</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/538.html</link>
 <description>W sierpniu bieżącego roku gościłem u kumpla na wsi. Rano rozpalałem zwykle w  kuchennym piecu. Ale wcześniej jeszcze czytałem, materiałem do rozpałki był bowiem grubaśny plik „Tygodników Powszechnych”. Ciekawych tekstów trafiało się mnóstwo, szczególnie poruszył mnie jednak materiał o tzw. zbrodni kieleckiej z numeru 5/2006. Autor: Jan Tomasz Gross. Tytuł: „Wyjaśniam, że krew na moim ubraniu...”
W skrócie: 4 lipca 1946 roku rozwydrzona tłuszcza, z udziałem żołnierzy i milicjantów, zamordowała w Kielcach ok. 40 osób pochodzenia żydowskiego, kilkadziesiąt zostało rannych, nie oszczędzano nawet dzieci. Bezpośrednim pretekstem  do ataku na tych niewinnych, bezbronnych ludzi, było posądzenie o porywanie polskich dzieci w celu rytualnego „utoczenia krwi na mace”.
Jeszcze w latach 80-tych, jako Ruch „Wolność i Pokój”, domagaliśmy się ujawnienia i odkłamania tamtych wydarzeń. W rocznice pogromu jeździliśmy do Kielc, pod budynkiem Planty 7, w miejscu, gdzie w 1946 r. eksplodowało szaleństwo, składaliśmy kwiaty. Dookoła czaili się ubecy, śledzili nas, robili zdjęcia, ale nie przeszkadzali. Twarze mieszkańców, jak pamiętam, dalekie były od życzliwości.
A teraz garść cytatów.
„Pośród biskupów tylko Teodor Kubina z Częstochowy wydał jednoznaczne oświadczenie (...) nazywające pomówienie o mord rytualny kłamstwem. Wierzymy - pisał bp Kubina -   że uświadomione obywatelsko i przywiązane do zasad moralności chrześcijańskiej społeczeństwo m. Częstochowy i ziemi kieleckiej nie da posłuchu złym podszeptom i nie splami się podniesieniem ręki na współobywatela, mimo że jest on innego wyznania i innej narodowości.Ale hierarchom polskiego Kościoła ta wypowiedź była nie w smak. Cztery miesiące później, we wrześniu, po konferencji plenarnej Episkopatu w Krakowie, ukazało się oświadczenie karcące (niewymienionego wprawdzie z nazwiska) biskupa Kubinę i zobowiązujące wszystkich biskupów, ażeby powstrzymali się od zajmowania indywidualnie stanowiska wobec wszystkich bez wyjątku wydarzeń w kraju i nie stwarzali sytuacji jak po wypadkach kieleckich (...), że ordynariusz jednej z diecezji (...), współuczestniczy w wydaniu odezw, których treść i intencje inni ordynariusze diecezji uznali za niemożliwe do przyjęcia z zasadniczych założeń myślowych i kanonicznych Kościoła katolickiego.
„Brytyjski ambasador w Polsce, Cavendisch-Bentinck, ze „zdumieniem” relacjonował rozmowę z biskupem pomocniczym Górnego Śląska Juliuszem Bieńkiem, który go przekonywał, że chłopiec porwany przez Żydów w Kielcach był maltretowany i że utoczono mu z ramienia krew. „Jeśli biskup jest gotów wierzyć w coś takiego, to nic dziwnego, że prości ludzie w Polsce myślą tak samo” - raportował.
„Nie kto inny jak Stefan Wyszyński, świeżo po ingresie na biskupstwo lubelskie, w podobnym duchu rozmawiał z delegacją Centralnego Komitetu Żydowskiego, zabiegającą u niego o publiczne napiętnowanie antysemityzmu i mordu rytualnego. Bp. Wyszyński tłumaczył swym rozmówcom, że księgi żydowskie zgromadzone przy okazji procesu Bejlisa (Żyda uniewinnionego z zarzutu o mord rytualny przed sądem w carskiej Rosji w 1913 r.) nie pozwalają jednoznacznie roztrzygnąć kwestii, czy Żydzi używają krwi chrześcijańskiej do produkcji macy.”
  Materiału Jana Tomasza Grossa nie wrzuciłem do pieca, leży teraz przede mną na biurku. Dlaczego cytuję powyższe fragmenty, i to tak obszernie?
Otóż w tym samym kuchennym, wiejskim piecu rozpala teraz Andrzej Miszk. Obwieścił dziś, że nie zamierza milczeć na temat swych doświadczeń w zakonie jezuitów. Marzy mu się Kościół wolny od ubeckich klimatów, uspołeczniony, otwarty, nie kneblowany przez kłamczuchów, w którym o autorytecie duszpasterza nie decyduje wysokość czapki i mętne układy, ale konkretna, życiowa postawa.
Z różnych względów odradzałem Andrzejowi robienie tej „zadymy”. Kościół katolicki, jako instytucja hierarchiczna, od dawna „nie jest moją bajką”. Ale coś mi się zdaje, że zaczynam trzymać za Andrzeja kciuki. Może jeden, drugi, tysięczny strumyk ożywi ów  nieładnie pachnący staw...?  I postawa takich ludzi, jak biskup Teodor  Kubina, wymiecie w końcu nienawiść, głupotę, kłamstwa i polityczne machlojki, niszczące życie nas wszystkich, niezależnie od &amp;quot;wiary&amp;quot;  czy innych, pozornych w gruncie rzeczy, podziałów? Oby.
PANTA RHEI !
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/538.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/538</wfw:commentRss>
 <pubDate>Fri, 16 Nov 2007 20:51:02 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Jacob</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">538 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Podjąłem decyzję: będę mówił</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/537.html</link>
 <description>Po blisko 4 miesiącach rozważań i modlitwy, szerokich konsultacji, podjąłem decyzję, że zabiorę publiczny głos w sprawie usuwania mnie z zakonu oraz problematyki lustracyjnej w zakonie jezuickim i Kościele katolickim w Polsce. W przyszłym tygodniu wydam oświadczenie w tej sprawie, w którym zwrócę się  do wiernych Kościoła katolickiego i opinii publicznej w Polsce oraz przedstawię plan moich działań informacyjnych i prawnych.
Dziękuję również Czytelnikom Tezeusza za cenne sugestie odnośnie tego dylematu przedstawione na łamach portalu i w przesłanych mi mailach. Z prośbą o modlitwę.
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/537.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/537</wfw:commentRss>
 <pubDate>Fri, 16 Nov 2007 12:14:20 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Andrzej</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">537 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Diakon, czyli kozioł ofiarny</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/500.html</link>
 <description>
Od miesiąca trwa proces dymisyjny jezuity księdza Andrzeja Miszka. W czerwcu odmówiono ks. Andrzejowi święceń kapłańskich, do których przygotowywał się przez 11 lat formacji w zakonie jezuitów. Ks. Andrzej Miszk jest pierwszym katolickim duchownym w Polsce usuwanym z zakonu i kapłaństwa z powodu wyrażonego sprzeciwu sumienia w debacie o lustracji w Kościele. Ks. Andrzej od roku jest skazany na zupełne milczenie i będzie milczał do dnia swej dymisji z zakonu. Redakcja Tezeusza towarzyszy swoją modlitwą ks. Andrzejowi, założycielowi portalu i jego b. redaktorowi naczelnemu.
Wkrótce będzie mógł opowiedzieć historię ostatniego roku swych perypetii w zakonie jezuitów. Wiemy, że najważniejsze polskie media chcą dowiedzieć się całej prawdy o tym, dlaczego jezuiccy przełożeni usuwają ks. Andrzeja z zakonu i zabiegają o obszerne wywiady z jego udziałem. Tezeusz będzie szczegółowo informował o sprawie i ufamy, że ks. Andrzej napisze coś specjalnie dla naszego portalu. Od roku przyjaciele ks. Andrzeja znają wszystkie szczegóły tej historii, ale ze względu na jego osobistą prośbę nie informowaliśmy o nich Czytelników. Od roku w związku z tymi doświadczeniami przeżywamy głęboki ból i pytamy o kondycję Kościoła w Polsce.
Redakcja Tezeusza

Na zdjęciu: Dariusz Piórkowski SJ, abp Terrence Prendergast SJ, Mama, Andrzej Miszk SJ
Andrzej Miszk SJ: Tajemnica wybrania
Biografia Andrzeja Miszka SJ 
Andrzej Miszk SJ: O roli marzeń w moim życiu
Teksty Andrzeja Miszka SJ
Galeria zdjęć: Andrzej Miszk SJ - Święcenia diakonatu
Galeria zdjęć: Piękni dwudziestoletni
Krzysztof Mądel SJ: Andrzej Miszk SJ został przeniesiony do Wrocławia
Tomasz P. Terlikowski: Zabić listonosza
Ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski: Lustracja w Kościele, czyli trzy drogi
Ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski: Kowal zawinił, Cygana powiesili
Ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski: Diakon, czyli kozioł ofiarny
Ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski: Diakon, czyli kozioł ofiarny - ciąg dalszy
Rzeczpospolita: Diakon Miszk za karę bez święceń  
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/500.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/500</wfw:commentRss>
 <pubDate>Sat, 08 Sep 2007 16:41:48 +0200</pubDate>
 <dc:creator>Redakcja</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">500 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>O Betankach i nie tylko</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/489.html</link>
 <description>Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał,
tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii.
Innej jednak Ewangelii nie ma:
są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i
którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową.
 /List św. Pawła Apostoła do Galatów 1,6/
Przez łamy prasy przetacza się dyskusja na temat  betanek w klasztorze w Kazimierzu Dolnym.  Sytuacja jest faktycznie trudna: zbuntowane niewiasty zdają się być całkowicie przekonane o swojej misji. „Objawienia” (byłej) Siostry Przełożonej, połączone z praktykami o.Romana i długotrwałym praktycznym odcięciem od zewnętrznego nauczania zaowocowały mechanizmem charakterystycznym dla sekt. Nikt z zewnątrz – biskup miejsca czy nawet Stolica Apostolska – nie jest w stanie przebić się przez wdrukowany w ich świadomość komunikat.
Sprawa ta – choć drastyczna (choćby przez to że dotyczy regularnego zakonu)  – niestety nie jest odosobniona. Od kilku lat w całym kraju jak grzyby na deszczu wyrastają pseudocharyzmatyczne grupy  będące odbiciem tendencji amerykańskich kilku ostatnich dziesięcioleci. Bardzo często grupy te „przyznają się” do Kościoła Katolickiego (niekiedy w dobrej wierze, ale często dla ułatwienia werbunku), przy czym z reguły nie poddają się tzw. Koordynacji Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym.
Charakterystyczne cechy tych grup to brak wyważenia w kwestiach charyzmatycznych, duchowość niesakramentalna oraz nauczanie oparte na uproszczonej wersji duchowości protestanckiej. Nierzadko zostaje ona „wzbogacona” przez tzw. teologię sukcesu (pogląd głoszący iż pobożny człowiek powinien być bogaty – ubóstwo ma świadczyć o niedostatecznym powierzeniu swojego życia Bogu). Większość z nich pobiera od swoich członków dziesięcinę (10% zarobków).
Innym powtarzającym się motywem jest silna władza świeckiego lidera grupy (księża, jeśli nawet są, odgrywają w nich marginalną rolę). Osoby wstępujące do takiej wspólnoty zostają w praktyce odcięte od zewnętrznego nauczania. Strawa duchowa jaką otrzymują wewnątrz grupy bardzo powoli, zwykle niezauważalnie dla szeregowych członków odwodzi ich od nauczania Kościoła Katolickiego.
Nie są to jakieś incydentalne zdarzenia. W ciągu ostatnich lat kłopoty z podobnymi grupami zanotowano w kilkunastu miejscach w Polsce. Najjaskrawszą postać przybrały w Raciborzu, Kielcach, Gdyni oraz ostatnio w Warszawie (gdzie głosząca mocno „nieortodoksyjne” poglądy wspólnota nie tylko prowadziła własną religijną szkołę, ale także została zaangażowana przez miejscowego proboszcza do… przygotowania młodzieży do bierzmowania).
Miałem osobiście okazję do „zapoznania się” z jedną z podobnych grup (nie chcę tu wymieniać jej nazwy, gdyż moją intencją nie jest „prywata” lecz opisanie zjawiska na konkretnym przykładzie).  Początkowo nauczania były bardzo „katolickie” – dopiero w miarę postępowania indoktrynacji wprowadzano coraz głębszy rozziew z postępowaniem i nauczaniem Kościoła. Co ciekawe, obok (swoiście rozumianych) charyzmatów wprowadzano także elementy o charakterze „ochrzczonej” ezoteryki – np. wizualizację.
Bardzo duży nacisk kładziono na kwestie finansowe. Jednym z podstawowych obowiązków było oddawanie części (co najmniej 1/10) zarobków na potrzeby wspólnoty. Osoby słabsze społecznie były poddawane naciskom – liderzy wprost usiłowali dyktować im co powinny zrobić, jak mają pokierować swoimi sprawami osobistymi, jaką pracę wykonywać itp.
Dopiero znacznie później dowiedziałem się, że założyciel wspólnoty (i praktyczny przywódca – mimo wydanego przez Rzym zakazu pełnienia tej funkcji),  „ojciec Ricardo” został skazany prawomocnym wyrokiem włoskiego sądu za wyłudzenie poważnych sum od pewnej kobiety w zamiast za obietnicę „charyzmatycznego” uzdrowienia. Oczywiście lokalni liderzy zinterpretowali fakt skazania jako „prześladowanie” a sam „ojciec” mówił o sobie jak o męczenniku („ścięto mnie jak Jana Chrzciciela”).
Czy należy się takiemu wysypowi różnych (niekiedy dziwacznych) grup dziwić ? Chyba nie. Trend jest ogólnoświatowy – a skądinąd cenna duchowość charyzmatyczna, jeżeli nie jest poddana trzeźwej ocenie Magisterium bardzo łatwo przeradza się we własną karykaturę.
Jest jednak w tym wszystkim pewien szczególnie niepokojący element. Otóż władze polskiego Kościoła zdają się dostrzegać problem dopiero, gdy staje się naprawdę groźny. Wcześniej dominuje podejście „dobrze że ktoś coś robi” a proboszcz cieszy się że jego parafia „jest aktywna”. W swoim czasie próbowałem zainteresować hierarchię na różnym poziomie zastrzeżeniami w stosunku do wspólnoty w której byłem (tej od założyciela wyłudzającego pieniądze od staruszek) i spotkałem się z – nie, nie z oporem czy sprzeciwem – po prostu z kompletnym brakiem zainteresowania. I to mimo że nie opierałem się wyłącznie na własnej ocenie, ale na opiniach osób o niekwestionowanym autorytecie – m.in. o.Emiliano Tardiffa, legendy międzynarodowego katolickiego ruchu charyzmatycznego i Prado Jose Floresa, pioniera Nowej Ewangelizacji.
Obawiam się, że schemat ten powtórzył się także w sprawie betańskiego klasztoru. Skądinąd wiadomo, że nieprawidłowości były sygnalizowane już przynajmniej od 2002 roku. Wówczas zapewne łatwiej byłoby przekonać szeregowe członkinie kazimierskiej wspólnoty o – delikatnie mówiąc – nieortodoksyjności nauki głoszonej przez ich Przełożoną. Byłoby to jeszcze prostsze, gdyby ją po prostu odwołano. Zamiast tego podjęto kroki o wiele łagodniejsze (m.in. się wydano - zresztą nieskuteczny - zakaz kontaktów ks.Romana z betankami).
Dziś, po następnych pięciu latach intensywnej indoktrynacji (a indoktrynacja w warunkach zamkniętego klasztoru, w dodatku w warunkach posłuszeństwa zakonnego może być bardzo skuteczna !) przekonanie sióstr jest już skrajnie trudne (jeśli nie niemożliwe). A przecież – sprawdzona przez wieki i w swej istocie właściwa – koncepcja życia i posłuszeństwa zakonnego opiera się bezpieczeństwie przełożeństwa. Podwładny poddaje się przełożonemu stając się niejako bezbronnym -   ma jednak prawo oczekiwać że ów przełożony będzie kontrolowany przez swoich przełożonych, którzy sprawują tę władzę w imieniu Boga.
Nie jest rolą człowieka świeckiego rozstrzyganie takich spraw i nie zamierzam wchodzić w kompetencje władzy duchownej. Jednak sytuacja kazimierskich sióstr i wiernych w parafiach gdzie działają wyżej wspomniane nie-całkiem-katolickie wspólnoty jest podobna – zgłaszając się do grupy działającej przy parafii mam prawo oczekiwać, że proboszcz dopilnuje tego, że głoszone w niej nauki będą katolickie. Nie każdy jest bowiem teologiem i jest w stanie sam się zorientować, iż jest mu głoszona „inna Ewangelia”.
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/489.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/489</wfw:commentRss>
 <pubDate>Sun, 19 Aug 2007 19:18:08 +0200</pubDate>
 <dc:creator>Marek</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">489 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Czy sprawa Chefsiby jest na pewno zakończona?</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/443.html</link>
 <description>Wielu z czytelników &amp;quot;Tezeusza&amp;quot; zdążyło już chyba zapomnieć, że równo rok temu przeżywaliśmy końcowe wystrzały wielkiej batalii, jaką dwaj jezuici, stojący wtedy na czele Redakcji, wytoczyli liderom (i części animatorów) krypto-protestanckiej wspólnoty charyzmatycznej gromadzącej się w podziemiach wielkiej katolickiej parafii warszawskiego Ursynowa. Trzeba było użyć doprawdy najcięższych armat i niemal wszystko zaryzykować (łącznie z sankcjami kościelnymi), aby ta wstydliwa i skrywana przez długie lata pod korcem sprawa znalazła rozstrzygnięcie przed powołaną niemal równo rok temu komisją biskupią.
Dopiero z dużym opóźnieniem dowiedziałem się, jak zakończyła się cała sprawa. Mianowicie tak, że komisja podjęła trzy ważkie decyzje:
1/ Animatorzy i  lider [Jacek Weigl] otrzymali formalny zakaz  przychodzenia  na spotkania środowe wspólnoty Chefsiba ,
2 / Wspólnota Chefsiba  otrzymała zakaz pełnienia posługi muzycznej na mszach św.  w parafii  Wniebowstąpienia Pańskiego
3 / Nazwa wspólnoty   miała być zmieniona (w związku z trwającym jeszcze procesem w kurii w sprawie wspólnoty).
A zatem zwycięstwo? Obawiam się, że nawet jeśli tę szczególną i rozpalającą co niektórych nas &amp;quot;do białości&amp;quot; interwencję &amp;quot;Tezeusza&amp;quot; sprzed roku można uznać za sukces, to jedynie w iście pyrrusowym wymiarze. Trzeba było poruszyć dosłownie niebo i ziemię, aby na końcu jedynie lokalnie i niemal &amp;quot;po cichu&amp;quot; rozwiązać po tylu latach w sumie dość oczywistą sprawę. Dodajmy szczerze: jedną z bardzo wielu licznych sytuacji kryzysowych jakie toczą Kościół w Polsce w związku z penetracją fundamentalistycznej ideologii neoprotestanckiej do licznych wspólnot i grup modlitewnych wywodzących się z Odnowy charyzmatycznej.
Parę dni temu dostałem od przyjaciela z Gdyni wiadomość, którą on z kolei otrzymał z Białegostoku. Alarmujące listy od kilku zrozpaczonych mężów, których żony należą do pewnej wspólnoty oazowo-odnowowej i tam są wręcz zachęcane do zerwania swoich więzi małżeńskich w imię tzw. wyższych racji duchowych. Pisanie listów w odnośnej sprawie do miejscowej kurii ma już 7-letnią historię i trwa aż dotąd. Bez najmniejszego rezultatu. Na czele wspólnoty stoi małżeństwo, które otacza się &amp;quot;doradcami&amp;quot; z pobliskiego kościoła zielonoświątkowego, a księdza pełniącego formalną posługę duszpasterza-opiekuna owinęło sobie wokół palca. Nauczanie liderów jest typowo fundamentalistyczno-protestanckie, a oni sami żądają wobec siebie bezwzględnego posłuszeństwa, ponad posłuszeństwem wobec Kościoła hierarchicznego. Co ciekawe prowadzą także bardzo drogą prywatną szkołę podstawową, do której niemal obowiązkowo muszą uczęszczać wszystkie małe dzieci wspólnotowiczów.
A zatem &amp;quot;Chefsiba bis&amp;quot;? Widzimy sami, jak łatwo możemy znaleźć podobne przypadki niemal wszędzie - i to w całej Polsce - gdybyśmy zechcieli tylko pilnie poszukać. Formalnie katolickie wspólnoty charyzmatyczne funkcjonujące w katolickich parafiach na wzór zielonoświątkowych zborów to jakiś element szeroko zakrojonej strategii, którą kurie biskupie najwyraźniej postanowiły lekceważyć przynajmniej dopóty,  dopóki nie zdarzy się taki dramat jak oficjalne zerwanie z Kościołem lub też psychomanipulacja stanowiąca bezpośrednią pożywkę dla działań prokuratorskich (jak to się działo 3 lata temu w Raciborzu).
Ks bp Andrzej Siemieniewski i związane z nim (zasadniczo wrocławskie) środowisko redagujące Katolicką Stronę Apologetyczną (KSA) już od sześciu lat alarmują różne oficjalne i &amp;quot;półoficjalne&amp;quot; gremia powołane do czuwania na kształtem katolickiej Odnowy w Duchu św. w Polsce, ale jak na razie z dość mizernym skutkiem. Wydaje się nawet, że gremia te opędzają się przed wszelkimi  złymi informacjami ze świata charyzmatycznego niczym od natrętnych much i nie chcą przyjmowac do wiadomości nawet bardzo &amp;quot;oczywistych&amp;quot; faktów.
Do czego może doprowadzić podobna taktyka, można się było naocznie przekonać po przebiegu XIV ogólnopolskiego czuwania Odnowy w Duchu Świętym, które tydzień temu miało miejsce, podobnie jak w poprzednich latach, na Jasnej Górze. W sobotę 19 maja przed południem ponad 100 tysięcy zebranych polskich katolików zaangażowanych w odnowę i dziesiątki tysięcy odbiorców transmisji na żywo w Internecie mogło ze zdumieniem przysłuchiwać się konferencji propagującej żywcem neoprotestanckie koncepcje zbawienia i zaangażowania ewangelicznego w wykonaniu liderki wspólnoty, którą jeden z moich jezuickich przyjaciół [znający sprawę z autopsji] nie zawahał się zakwalifikować jako &amp;quot;niebezpieczna sekta&amp;quot; już 3 lata temu.  Była to w istocie kompilacja nauki zielonoświątkowego pastora Wilkersona, pełna amerykanizmów w rodzaju &amp;quot;standardy Królestwa Bożego&amp;quot;, czy tak kuriozalnych określeń jak &amp;quot;Piotr dostrzegł, że w Jezusie są nowe możliwości&amp;quot;.
Na domiar zaraz po konferencji miała miejsce adoracja Najśw. Sakramentu podczas której pewna wspólnota z Żyrardowa wydobywała z siebie histeryczne wezwania do &amp;quot;radykalnego chrześcijańskiego zaangażowania&amp;quot; na tle pojękiwań i spazmatycznego bełkotu, który zapewne miał wiele z ekstatycznych proroctw pogańskiej Pytii, ale zgoła nic z Ducha Świętego. Atmosfera ze środowych spotkań już nieistniejącej wspólnoty &amp;quot;Chefsiba&amp;quot; - teraz przeniesiona na wały Jasnej Góry! Oto koszt wieloletnich zaniedbań, koszt lekceważenia niepokojących zjawisk na poziomie parafialnym w imię podbijania sobie coraz wyżej &amp;quot;charyzmatycznego bębenka&amp;quot;.
Piszę to jako zaangażowany od ponad 20 lat uczestnik katolickiej Odnowy w Duchu Świętym, Odnowy, której sam zawdzięczam tak wiele, ale z którą zetknąłem się najpierw we Francji, a nie w Polsce. Jest mi wstyd za to co się działo w sobotę rano pod szczytem Jasnej Góry, nawet jeśli zarówno w piątek jak i w sobotę po południu czuwanie miało zupełnie inny przebieg (tak dobry i owocny jak w poprzednich latach).  Te odczucia nie są jedynie moimi własnymi odczuciami, skoro jeden z członków komitetu organizacyjnego XIV Czuwania (zastrzegający sobie anonimowość) otwarcie przyznał w mailowej wymianie wrażeń,  że kwestionowana część czuwania była &amp;quot;bardzo słaba&amp;quot; i w zasadzie stanowiła &amp;quot;kompromitację Odnowy&amp;quot;...
Zesłanie Ducha Świętego... Języki ognia nad uczniami... Obraz jakże bliski każdemu, kto przeżył osobiste spotkanie z Jezusem i Jego Duchem w Odnowie charyzmatycznej, otrzymując radosne, bliskie entuzjazmu, doświadczenie bezwarunkowej Miłości Bożej. To wszystko jest dobre i piękne. Ale pod pewnym warunkiem, który z niezwykłą przenikliwością opisuje biskup Siemieniewski w swojej książce &amp;quot;Ogień w Kościele&amp;quot;:
&amp;quot;Zdarza nam się niekiedy zwiedzać wielkie gmaszysko, które w dawnych wiekach służyło za siedzibę bogatego rodu. Z tamtych właśnie czasów pochodzą w szacownej budowli piękne salony z bogato zdobionymi kominkami. W jesienne wieczory, gdy zimne wiatry sprawią, że salony stają się mocno wychłodzone, niejednemu przychodzi na myśl wizja płomieni wesoło migoczących w głębi kominka. Jakże rozgrzałyby wyziębione wnętrze, ileż ciepła i światła wniosłyby w życie mieszkańców tych sal! Co by się jednak stało, gdyby ktoś – zamiast trudzić się nad rozpalaniem ognia w przeznaczonym na to miejscu – zgromadził na dywanie na środku salonu kilka zabytkowych foteli, dorzucił ze dwa wyściełane krzesła, do tego dołączył parę obrazów zdjętych ze ścian – i w ten sposób przystąpił do ogrzewania wyziębionej sali?… Przez kilka godzin można by cieszyć się sukcesem: na pewno zrobiłoby się trochę cieplej i wieczór upłynąłby nieco milej.
Dopiero przebudzenie następnego dnia przyniosłoby zupełnie inne wrażenie. Spojrzenie wokół ujawniłoby smętny stan salonu: po zabytkowych fotelach zostało kilka gwoździ, obrazy z dawnych epok zamieniły się w stertę popiołu, w dywanie na środku zieje wielka dziura. A i ogień jakoś szybko zniknął, i – jak się zdaje – w salonie znowu jakby wieje chłodem. Na pewno wtedy pojawiłoby się pytanie: czy podniesienie temperatury wychłodzonego pomieszczenia takim kosztem na pewno jest zgodne z zamiarami właściciela domu? Czy nie lepiej było na początku rozejrzeć się za miejscem przewidzianym dla płomieni przez konstruktora gmachu? Czy nie lepiej było najpierw znaleźć w salonie kominek? Pojawiłaby się też refleksja: popiół i zgliszcza to nie wina płomieni ani nie wina budowniczego salonu…
[...]
Płoną w takim ognisku meble Tradycji i mądrość Ojców Kościoła, wrzuca się do ognia cenne obrazy liturgii i tradycyjnych form modlitwy, w imię zasady: wszystko wolno, gdy szuka się duchowego rozgrzania i gdy nagrodą ma być duchowy power. Dziki ogień zostawia po sobie znacznie mniej jedności, mniej pokoju i mniej duchowego zbudowania, niż było przed nim.&amp;quot;
Ilu znajdzie się odważnych strażaków gotowych gasić podobne pożary z poświęceniem swojego czasu, reputacji a może i życia? To nie pytanie do Ducha Świętego, to pytanie do każdego z nas.
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/443.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/443</wfw:commentRss>
 <pubDate>Sun, 27 May 2007 15:59:28 +0200</pubDate>
 <dc:creator>JacekSwiecki</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">443 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>O tak, jestem najgorszy!</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/291.html</link>
 <description>Pamiętacie słynne tłumaczenie prezydenta Billa Clintona wyjaśniającego, że wprawdzie palił marihuanę, ale się nie zaciągał? Mnie przypomniała się ona przy okazji dzisiejszego wywiadu z abp Stanisławem Wielgusem w &amp;quot;Gazecie Wyborczej&amp;quot;. Metropolita warszawski tłumaczy w nim, że wprawdzie przez lata wielokrotnie spotykał się z oficerami bezpieki, rozmawiał z nimi &amp;quot;nawet po piętnaście razy&amp;quot; przed każdym wyjazdem zagranicznym, podpisał nawet jakieś zobowiązanie, ale przecież nie donosił i nie skrzywdził nikogo (a jak kto uważa inaczej, niech wytoczy mu proces). Czyli rozmawiał, podpisywał, ale żeby donosić to nie...
Arcybiskup Wielgus próbuje nas w ten sposób przekonać, że w bezpiece pracowali idioci, którzy spotykali się z nim przed ponad dwadzieścia lat, nachodzili go w domu i biurze, i nic z tego nie mieli. On ich zwodził, a oni biedacy ulegli mu i nie zauważyli, że ze spotkań z arcybiskupem nic nie mieli. Ot gromada osłów, które traciły czas, a dzięki temu on ksiądz profesor mógł robić karierę naukową. Nic tylko pogratulować dobrego samopoczucia.
Nie opuszcza ono księdza arcybiskupa, także w innych momentach rozmowy, w których hierarcha zwyczajnie obraża osoby, które w czasach, o których mowa nie zdecydowały się na rozmowy z bezpieką. Mówi bowiem: ja nie wypieram się tych kontaktów, które były wtedy konieczne... A ja się pytam, czy ksiądz arcybiskup chce przez to powiedzieć, że każdy uczony w Polsce spotykał się po piętnaście razy z bezpieką? Czy rzeczywiście ma ksiądz arcybiskup na to dowody? A może zwyczajnie szkaluje setki czy tysiące uczciwych osób?
I wreszcie na koniec - nie mogę nie wspomnieć o wątku osobistym. Prowadzący rozmowę dziennikarz pyta arcybiskupa: Teraz atakują Arcybiskupa nawet publicyści deklarujący się jako wierni synowie Kościoła, działający podobno dla dobra Kościoła. A on odpowiada bez wahania: O tak! Ci są najgorsi! A w jakim celu? Naprawdę nie wiem. Cóż dobrze usłyszeć, że jest się jednym z tych najgorszych. Szczególnie w rozmowie, w której ksiądz arcybiskup komplementuje &amp;quot;Gazete Wyborczą&amp;quot; za poprawny stosunek do lustracji. Jeśli ochrona agentów, nazywanie Kiszczaka i Jaruzelskiego ludźmi honoru ma być zgodne z linią papieską, to cieszę się, że ja jestem najgorszy. Szkoda tylko, że taką opinię wyraża nie redaktor naczelny GW, ale arcybiskup Kościoła, któremu zawsze (być może nie zawsze dobrze) starałem się służyć, także narażając się na razy ze strony redaktorów papieskiej &amp;quot;Wyborczej&amp;quot;.
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/291.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/291</wfw:commentRss>
 <pubDate>Tue, 02 Jan 2007 19:34:48 +0100</pubDate>
 <dc:creator>Tomasz</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">291 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Andrzej Miszk SJ został przeniesiony do Wrocławia</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/208.html</link>
 <description>19 września 2006 ks. Andrzej Miszk SJ, redaktor naczelny Tezeusza,  otrzymał od prowincjała nagłą zmianę dyspozycji zakonnej, czyli polecenie przenoszące go z kolegium w Krakowie do domu zakonnego we Wrocławiu przy ulicy Stysia. W praktyce oznacza to, że nie rozpocznie poleconego mu wcześniej doktoratu z filozofii na UJ i pracy dydaktycznej ze studentami na Ignatianum, a zamiast tego zajmie się pracą parafialną. Konsekwencje siegają zatem w przyszłość dalej niż to sobie można wyobrazić i jaskrawo kontrastują z brakiem jakichkolwiek konsekwencji dla tych jezuitów, którzy przez dziesiątki lat współpracowali z SB i wywiadem PRL.
W wypowiedziach dla mediów o. prowincjał Krzysztof Dyrek SJ uzasadnia swoją decyzję w sposób negatywny, oznajmiając, że te przenosiny nie są karą za wywiad zrobiony przez Andrzeja z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim. Prowincjał mówi też, że Andrzej może nadal redagować portal www.tezeusz.pl
Dla mnie najważniejsza jest ta ostatnia informacja, bo to jedyna dobra informacja, aczkolwiek niestety wiem, że tak naprawdę ks.  Andrzej nadal ma usta zamknięte, bo o tym, o czym teraz najbardziej chce pisać, pisać mu nie wolno, a jego nowe teksty są zatrzymywane przez cenzurę.  Cenzura zakonna nie przepuściła również  zredagowanej przez niego krótkiej informacji  o zmianie dyspozycji zakonnej przeznaczonej  dla Czytelników  Tezeusza. Nie może też nigdzie w mediach komentować decyzji o. Prowincjała.
Prasa i media szeroko relacjonują tę sprawę. Załącznik niżej.
Prócz informacji potrzebna jest nam modlitwa w intencji Andrzeja, proszę zatem, przyłączcie się do niej.
Ponieważ Andrzeja spotykają teraz spore przykrości, mamy mamy prawo sądzić, że jego własne modlitwy stają się teraz milsze Bogu.
ks. Krzysztof Mądel SJ
*****
Gazeta Wyborcza. Gazeta w Krakowie, miasta.gazeta.pl (20.09.2006)
Ireneusz Dańko,  Małgorzata Skowrońska
Jezuita wyrzucony za lustrację z domu zakonnego
Trzy dni na opuszczenie domu zakonnego dostał krakowski jezuita Andrzej Miszk, który w swoim blogu domagał się lustracji w zakonie. Prowincjał ukarał go w ten sposób za złamanie dyscypliny zakonnej.
W najbliższych dniach się wyprowadzę - przyznaje o. Miszk. Decyzji przełożonego nie komentuje. Na początku września krakowski prowincjał jezuita ks. Krzysztof Dyrek zakazał mu wypowiadać się publicznie o lustracji. Poszło o wywiad ks. Miszka z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim na portalu jezuitów w Krakowie (www.tezeusz.pl). W rozmowie podano m.in. informacje o dwóch jezuitach z Krakowa, którzy mieli współpracować z bezpieką. Autor ukrył nazwiska. Jednym agentem (TW Kazek) okazał się były prefekt bazyliki, drugi to nieżyjący już zasłużony profesor (TW Anteusz). Były prefekt po liście od ks. Zaleskiego przyznał się braciom zakonnym do wieloletniej współpracy z SB. Donosy tłumaczył szantażem, co ujawnił w wywiadzie o. Miszk. Na tej samej stronie pojawiły się też podejrzenia pod adresem dwóch innych nieżyjących zakonników, w tym byłego prowincjała.
Po publikacji wywiadu o. Miszk dostał od prowincjała zakaz wypowiadania się o lustracji pod groźbą usunięcia z domu zakonnego. Sankcje komentował w internecie: - Oznacza to realnie, że z dniem dzisiejszym zamknięto Tezeuszowi i mnie osobiście usta w sprawie ujawniania prawdy o jezuitach i Kościele. Nie krył żalu z powodu &amp;quot;zakonnej cenzury&amp;quot;.
Ojciec Miszk jeszcze jako świecki działał w latach 80. w opozycji demokratycznej. Do zakonu trafił w następnej dekadzie. Należy do grupy krakowskich księży żądających lustracji w zakonie. Prowincjał kilkakrotnie mitygował go, by wstrzymywał się z komentarzami, w których krytykował kościelnych hierarchów, niechętnych ujawnianiu agenturalnej przeszłości duchownych.
Jestem za lustracją, ale z miłością i miłosierdziem. Dla krakowskich jezuitów lepiej będzie, gdy ksiądz Miszka opuści naszą wspólnotę - powiedział wczoraj prowincjał Dyrek. Dodaje, że do zbadania inwigilacji zgromadzenia przez bezpiekę powołał grupę zakonników.
Ojciec Miszk nie należy do niej. Nie miał więc prawa zabierać głosu w sprawie lustracji - uważa.
Stanowisko prowincjała podzieliło braci zakonnych. Na stronie &amp;quot;tezeusza&amp;quot; trwa gorąca dyskusja. To wygląda tak, jakby ktoś naciskał na prowincjała, aby uciszył księdza Andrzeja - oburza się krakowski jezuita ks. Krzysztof Mądel. Restrykcjami wobec zakonnika zaskoczony jest też ks. Isakowicz-Zaleski. Ocenia je jako sprzeczne z memoriałem polskiego episkopatu. - Rozumiem ból jezuitów, którzy muszą przyznać, że niektórzy z ich braci służyli złej sprawie, a zakonem nierzadko manipulowała SB. Nie można jednak brnąć drogą, z której wycofał się już sam kardynał Dziwisz, kiedy zobaczył, że lustracja duchowieństwa jest nieunikniona - mówi ks. Zaleski.
*****
Życie Warszawy, 20.09.2006
Marcin Dzierżanowski, Rafał Pasztelański, mz
Jezuita ukarany za lustrację
Jezuita Andrzej Miszk musi opuścić Kraków – dowiedziało się ŻW. Prowincjał zakonny ukarał go w ten sposób za... przeprowadzony wywiad o lustracji z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim.
Ks. Miszk od kilku lat redaguje katolicki portal internetowy Tezeusz.pl. Dał się poznać jako zdecydowany zwolennik lustracji w Kościele. Kilka tygodni temu bez zgody władz zakonnych opublikował na jego łamach wywiad z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, krakowskim duchownym, który od kilkunastu miesięcy bada kwestię współpracy duchownych z SB.
Wywiad zawierał szokujące informacje, m.in. o agentach wśród biskupów (bez ujawniania ich nazwisk), a także o współpracujących z bezpieką jezuitach.
Zsyłka za wywiad?
Po publikacji wywiadu ks. Miszka spotkały zakonne sankcje. Zabroniono mu publikowania tekstów dotyczących lustracji, kazano zdjąć ze strony internetowej wywiad (po kilku dniach powrócił, jednak w znacznie złagodzonej wersji).
Jak się dowiedzieliśmy, w poniedziałek krakowski prowincjał jezuitów ks. Krzysztof Dyrek wezwał ks. Miszka i nakazał mu opuścić krakowski klasztor, choć zakonnik miał w planach podjąć w tym mieście pracę naukową.
– Decyzja, gdzie ma zostać skierowany ks. Miszk, ma być ogłoszona za kilka dni, jednak nieoficjalnie mówi się, że będzie to zsyłka na prowincję, gdzie raczej nie będzie warunków do pisania doktoratu – mówi nam jeden z zakonników.
Sam ks. Miszk nie chce komentować sprawy. – Mogę tylko potwierdzić, że zostałem przeniesiony. Nie mam natomiast pozwolenia na inne wypowiedzi – mówi nam ks. Miszk.
– Nie wiązałbym bezpośrednio mojej decyzji o przeniesieniu ks. Miszka z jego prolustracyjnymi poglądami – tłumaczy ks. Krzysztof Dyrek, prowincjał jezuitów. Przyznaje jednak, że miał zastrzeżenia do publicznych wypowiedzi ks. Miszka. – Nie jesteśmy przeciwni lustracji w zakonie, ale nie odpowiada nam robienie z tego sensacji – tłumaczy ks. Dyrek.
Szykany?
Zdaniem ks. Krzysztofa Mądela, krakowskiego jezuity i publicysty, decyzja władz zakonnych wobec jego kolegi to ewidentna szykana. – Jest mi przykro, bo to ja zachęciłem Andrzeja do przeprowadzenia wywiadu – mówi ks. Mądel. – Tłumaczyłem moim przełożonym okoliczności powstania rozmowy z ks. Isakowiczem-Zaleskim. Na mnie prawie żadne konsekwencje nie spadły, tymczasem ks. Andrzej jest traktowany instrumentalnie – dodaje zakonnik.
Potrzebne badania
– Dla młodego zakonnika, który ma plany pracy naukowej, taka decyzja to katastrofa. Szkoda, że zakon tak postępuje – ocenia ks. Isakowicz-Zaleski. – Generalnie jezuici nie mają się czego obawiać, bo wielu z nich zapisało piękne karty oporu wobec reżimu. Niestety, na tym jasnym obrazie są też ciemne plamy – przyznaje ks. Isakowicz-Zaleski. Jego zdaniem, zakon powinien jednak dokładnie zbadać swoją agenturalną przeszłość. – Niestety, z tego, co wiem, nie ma tam zainteresowania takimi badaniami. Tymczasem prowincjał ukarał księdza, który domagał się prawdy – ocenia ks. Isakowicz-Zaleski.
[Pisownia nazwisk w obu tekstach poprawiona - K. Mądel, 24.09.2006]
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/208.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/208</wfw:commentRss>
 <pubDate>Wed, 20 Sep 2006 11:39:18 +0200</pubDate>
 <dc:creator>KrzysztofMadel</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">208 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
<item>
 <title>Tezeuszowi zamknięto usta</title>
 <link>http://nowy.tezeusz.pl/blog/178.html</link>
 <description>Otrzymałem dziś od o. Prowincjała Krzysztofa Dyrka zakaz publikowania w Tezeuszu i gdziekolwiek indziej jakichkolwiek informacji dotyczących jezuitów uwikłanych we współpracę z SB. Mam również osobiście podawać do cenzury zakonnej każdy swój tekst. Oznacza to realnie, że z dniem dzisiejszym zamknięto Tezeuszowi i mnie osobiście usta w sprawie ujawniania prawdy o jezuitach i Kościele.  Jako jezuita posłusznie podporządkuję się poleceniom moich przełożonych. 
Osobisty komentarz: 
Jeśli ktoś chce zrozumieć przyczyny tej decyzji, proszę, czytaj wywiad z ks. T. Zaleskim oraz moje ostatnie teksty. Oczywiście, jesteśmy w Tezeuszu za maksymalną wolnością słowa i wypowiedzi, i wiadomo, co myślimy o tego typu zakazach w obecnym kontekście sytuacji lustracyjnej w Kościele.  Ale to jest też dobra wiadomość.  Z kilku powodów:
1. Do zakazu udało się powiedzieć, to co konieczne, by uruchomić pewną dynamikę społeczną, tzn. wywiad z ks. Zaleskim ukazał jak sytuacja jest trudna i alarmująca, również dla jezuitów, dalsze komentarze pozwoliły wybrzmieć lepiej prawdzie o Kościele w obecnej sytuacji: coraz więcej ludzi to czyta i o tym wie.
2. Został przedstawiony pewien plan działań, który już oddziaływuje i może stać się inspiracją dla działań jezuickich i innych środowisk kościelnych.
3. Zakaz publikowania czegokolwiek o jezuitach w kontekście lustracji   oraz poddanie cenzurze moich tekstów, czyli faktycznie - zakaz wypowiedzi o lustracji w Kościele - ujawnia co realnie dzieje się obecnie w Kościele, uwaga wiernych i opinii publicznej zostanie w ten sposób dodatkowo zaalarmowana krytyczną sytuacją.
4. Zakaz przychodzi w momencie, gdy najważniejsze gesty oddolne ze strony jezuitów zostały uczynione: moja rola na tym etapie się kończy, a przełożeni jezuitów  stają się niejako moralnie zobowiązani do wykazania się działaniami lepszymi niż te, których zakazują. Współbracia oraz opinia kościelna i publiczna będą teraz czekać na te lepsze i konkretne działania.
5.  Została zachowana i potwierdzona wiarygodność Tezeusza jako medium: nikt nas nie cenzuruje, a jeśli to czyni, jest to publicznie ujawniane i wiadomo, o co chodzi.  Czytelnicy doceniają to. Tezeusz jest obecnie odwiedzany przez ok. 1300 osób dziennie - to dużo, zwłaszcza, że wielu z czytelników to ludzie ze środowiska kościelnego i medialnego. Wywiad z ks. Zaleskim przeczytało  w Tezeuszu już ok. 3500 osób i ta liczba stale rośnie.
6. Jednocześnie zdolność jezuitów z Tezeusza do posłuszeństwa wyraźnym poleceniom swoich przełożonych pozwala utrzymać nam trudne napięcie miedzy charyzmatem zakonnym a specyfiką pracy w mediach. Tu zawsze będzie napięcie i trzeba się nieustannie uczyć tej trudnej zgody.
6. Nie koniec: myślę,  że w tej niezwykle trudnej sytuacji zrobiłem to, co trzeba było zrobić i osiągnąłem z grubsza skutek na jakim mi zależało. Jestem pewien, że wkrótce stanie się to oczywiste dla wszystkich, którzy zajmują się problematyką lustracji oraz znają z historii zakonu i Kościoła ten typ niekonwencjonalnych działań w sytuacjach krytycznych, gdy jakaś instytuacja jest sparaliżowana. Na tym też polega komplementarność naszych indywidualnych  jezuickich charyzmatów w zakonie. W ten sposób też uczymy się efektywniejszego apostolskiego funkcjonowania w przestrzeni społeczeństwa obywatelskiego w wieku informacji.
7.  Jestem też głęboko wdzięczny o. Prowincjałowi Krzysztofowi Dyrkowi, że pozwala istnieć Tezeuszowi, broni jego niezależności, nawet, gdy pewne rzeczy mu się nie podobają i niektórzy ze współbraci atakują nas ostro i żadają zamknięcia portalu. Domyślam się, ile musi to kosztować Ojca Prowincjała. W ten sposób prawdopodobnie o. Prowincjał jest jednym z nielicznych  przełożonych kościelnych w Polsce, którzy realnie pozwalają na ryzykowny medialny eksperyment w środowisku kościelnym.  Owoce tej przełożeńskiej odwagi i dalekowzroczności wkrótce zaskoczą nas wszystkich.
Mam też nadzieję, że wkrótce rozwój Tezeusza pokaże wielką skalę apostolskich możliwości działania w Sieci jezuitów i środowiska skupionego wokół portalu. Przychodzą do nas coraz ciekawsi  autorzy, a liczba czytelników - w tym wielu poważnych - stale rośnie.  AMDG!
Z pokorą również i bez większego żalu przyjąłbym likwidację Tezeusza, choć oznaczałoby to, że jezuici i Kościół w Polsce faktycznie boją się wolności słowa i wypowiedzi, rzeczywistej debaty, nowych form ewangelizacji i dialogu ze światem oraz słabo sobie radzą z funkcjonowaniem w społeczeństwie obywatelskim XXI wieku.  Być może rzeczywiście tak jest? Czas pokaże.
Na dziś oceniam zagrożenie zamknięcia Tezeusza w każdej chwili jako realne: panika, której echa docierają do mnie  ze środowisk kościelnych, również jezuickiego, jest dość duża, a agresja wobec portalu narasta.
Ps. Cieszę się z rosnącej liczby komentarzy przy blogach. Jeśli mógłbym coś delikatnie zasugerować: Kochani, piszcie trochę bardziej merytorycznie, bo na razie większość tych wpisów tworzy kącik humoru niezbyt wysokich lotów. Zostawiam je, bo poważne treści potrzebują jakiegoś oddechu, kontrapunktu, by czytelnicy mogli się nieco pośmiać:)
</description>
 <comments>http://nowy.tezeusz.pl/blog/178.html#comments</comments>
 <wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://nowy.tezeusz.pl/crss/node/178</wfw:commentRss>
 <pubDate>Thu, 07 Sep 2006 11:19:45 +0200</pubDate>
 <dc:creator>Andrzej</dc:creator>
 <guid isPermaLink="false">178 at http://nowy.tezeusz.pl</guid>
</item>
</channel>
</rss>
