| Imieniny: |  

Jorlandia i okolice

Nawet jeśli tylko jedna osoba znajdzie tu coś dla siebie - warto pisać.


Bajki Babci Anioł


(TYLKO DLA DOROSŁYCH!!!)

W malutkim domku na skraju raju mieszkała Babcia Anioł. Z okna kuchni widać było Góry Chmury, z ganku przy dobrej pogodzie dojrzeć można było Drzewo Życia. Dobrze się mieszkało Babci Anioł w tym spokojnym zagajniku w opuszczonej wiosce aniołów na granicy światów. Codziennie rano Babcia Anioł napełniała niebieski dzbanek sokiem malinowym, wychodziła przed domek i siadała w fotelu stojącym pod gruszą. Fotel dostała w prezencie pożegnalnym od Stwórcy w dniu rozesłania aniołów po świecie. Fioletowy fotel, pluszowy, miękki, w którym wieczność trwała w jeszcze milszej atmosferze. Fotel, w którym zapominała o całym świecie.

Rankiem do ogródka Babci Anioł przychodziły dzieci. Bo musicie wiedzieć, że Babcia Anioł miała setki setek, tysiące tysięcy wnucząt. Niemowląt i dzieci, które nie mogły żyć między niebem i piekłem na ziemi, którym ludzie nie pozwolili się narodzić.

Wnuczęta przybywały do Babci i piły sok malinowy. Sok z malin rosnących u stóp Drzewa Życia. Sok, który dawał im szansę życia w rajskim ogrodzie, życia wiecznego, szczęśliwego, jakiego nie mogły zaznać w świecie im przeznaczonym.

 Raj trwał i czas nie szarpał go bezlitosnymi zębami. Chatka Babci Anioł trwała razem z nim. Poza jednym wyjątkiem. Nietrwała była pamięć Babci o zdarzeniach codzienności nienaznaczonej czasem. Wieczność rządzi się swoimi prawami. Trwa bez cyklów życia i śmierci, bez przemijania pór roku. W raju zawsze oznacza trwałe istnienie, wciąż lato, harmonia i spokój. Bóg przechadza się po ogrodzie w wiecznym teraz. I tylko aniołowie wiedzą jak łączyć wieczność  raju z  czasem ludzi ziemi.

 Zatem o czym nie pamiętała Babcia Anioł? Nie mogła zapisać w pamięci historii duszyczek, które przybywały tłumnie do jej sadu gruszkowego. Poznawała je z chwilą „dotknięcia” jeśli można tak powiedzieć o rodzaju kontaktu jaki aniołowie mają z duszami ludzi. Anioł zagląda jakby przez szybę i widzi co jest za nią, to co w przeszłości, teraźniejszości, przyszłości. Życie nienarodzonego dziecka jest jak chwila wieczności wycięta z harmonogramu rajskiego porządku. Moment zawieszenia w czasie, który miał się zacząć, lecz nie zdążył. Rozbita klepsydra, porzucone na podłodze ziarenka piasku, kryształki podeptanej, straconej nadziei.

 Babcia Anioł przez krótki moment znała los dziecka, które w przelocie przytulało się do niej, w jakimś sennym odruchu przypomnienia nie otrzymanej nigdy matczynej czułości. Dla aniołów zło i dobro są naturalne, nie wstrząsają ani nie wzruszają ich sytuacje, które u ludzi powodują ogromne poruszenie. Anioł ze spokojem obserwuje zdarzenia, zna moralność, którą ludzie od wieków próbują zamknąć w zestawie praw i przykazań. Anioł wie, nie musi wierzyć i sprawdzać, co jest dobre i co złe. Dlatego kiedy duch niemowlęcia stykał się na chwilę z jej ulotnym policzkiem na powitanie, Babcia Anioł od razu wiedziała. I zanim, siadając w Fioletowym Fotelu, zdążyła cokolwiek przeanalizować, już nie pamiętała historii która przed chwilą zawisła przed nią jakby obraz powietrzu. Była jedyną istotą na całym świecie pozbawioną pokus wolnej woli, zresztą na własne życzenie, o czym też pamiętać nie mogła.

*

 Dawno dawno temu podczas stwarzania świata Stwórca zwołał wszystkie anioły i każdemu z nich przydzielał zadania. Po opisaniu obowiązków wiążących się z daną funkcją pytał:

 - Czy ty, chcesz nosić swe imię i wziąć na siebie to zadanie z całą świadomością konsekwencji?

 Anioł mógł się nie zgodzić. Każdy miał wolną wolę. Mógł powiedzieć nie, sprzeciwić się, mieć wątpliwości. A Babcia Anioł miała ich sporo. I kiedy Stwórca wezwał ją, zanim otrzymała imię, i opowiedział na czym ma polegać jej wieczne istnienie, zawahała się na chwilę.

 - Panie, Stwórco Wszechświata, który Jesteś zanim Byłeś, który Będziesz, kiedy nikogo i niczego już nie będzie, powiedz mi. Jak mogę żyć w pobliżu istot egzystujących na granicy bycia i niebycia, znać tego przyczynę i nie czuć konsekwencji refleksji nad tym stanem rzeczy?

 Stwórca, gdyby mógł zadziwiłby się przenikliwością tego bezimiennego anioła. Może zastanawiałby się nad zmianą jego funkcji i nad innym imieniem dla istoty, która będąc w raju, już mogła ogarnąć intuicją skutki nieposłuszeństwa. Ale Stwórca był wszechwiedzący, znał każde swoje stworzenie najlepiej. I wiedział, że niektóre anioły będą pytać, że będą mieć wątpliwości. Że niektóre są powołane do spacerowania w Ciemności Zwątpienia. Wyciągnął więc dłoń i rzekł:

- Oto gwarancja stanu w którym odchodzą wątpliwości, pytania o sens - zapomnienie. Mogę dać ci dar, który pomoże ci wypełniać twoją misję i pozostać wiernym prawdzie o wieczności. Lecz w zamian za to musisz oddać mi swoją wolną wolę, bym ten jeden raz, na twoje życzenie, mógł ją związać zapomnieniem. To, co jest najcenniejszym darem Stwórcy dla stworzenia – to możesz mi oddać.

Dzięki temu nigdy nie stanęła po stronie tych aniołów, które miały zbyt dużo wątpliwości. Zrobiła to, aby trwać wiernie w rajskiej wieczności kłębiącej się nad pełną absurdalnych zdarzeń krainą ludzi - istot osadzonych w czasie, które Bóg tak bardzo pokochał. Zaś wspomnienia o nie rozpoczętym losie Nienarodzonych, które niczym kurz ugrzęzły w miękkim obiciu Fioletowego Fotela, Bóg będzie czytał głosem straszliwym na końcu Czasów.

Ze wspomnień Fioletowego Fotela

Decyzję podjęła od razu. To był tylko niezobowiązujący wieczór miłym kolegą z pracy. Trochę tańca, trochę wina, nastrój udzielił się obojgu. Począłem się i jakieś trzy tygodnie żyłem w ciszy i spokoju. Jeśli miałem świadomość, to tylko wtedy mogłem czuć, że jestem bezpieczny. Snuć marzenia o błękitnym pokoiku z łóżeczkiem, o radosnych okrzykach taty, o spacerach w parku i o ciepłym mleku mamy. Ale potem był test ciążowy. I lawina emocji, które rozkołysały mnie w bardzo niemiłym rytmie. Płacz i stres wyzwalają określone substancje chemiczne w organizmie, które nowe życie wyczuwa bezbłędnie: nikt mnie tu nie chce! To na serio nie jest zabawne. Nie mieć nic, żeby się niepostrzeżenie wynieść… nawet nóg, aby uciec, czy rąk, żeby się bronić, czy chociaż ust do powiedzenia; hola hola ja się wyniosę z twojego życia, tylko daj mi się narodzić. Znajdę inną mamę, świat nie jest taki znowu zły, ktoś mnie zechce. Ale nie, my Nienarodzeni jesteśmy skazani przez pierwsze tygodnie życia na decyzje innych. Nie mamy innego wyjścia jak czekać. A i potem i tak nie zawsze jest fajnie. Bo nie każdy człowiek potrafi  żyć z miłością, jaką nas Stwórca umalował w momencie natchnienia boskim pierwiastkiem życia. Moja mama od razu podjęła decyzję. Była wysoko postawioną osobą. Moje narodziny mogły zniszczyć jej karierę. Już nie mówiąc o tatusiu, który i tak nigdy się o mnie nie dowiedział. Moje życie zakończyło się niecały miesiąc później. Mama sporo wycierpiała. Mało spała, niezdrowo żyła, dużo myślała o mnie – o tym, jak bardzo musiałaby zmienić swoje życie z bachorem na głowie.  Ale nie mogła do tego dopuścić! Nikt nie zauważył. Nawet dla niej ta cała historia z biegiem czasu stała się jakąś senną marą. Pojawiłem się w ogrodzie Babci Anioł, zdążyła mnie raz przytulić i pogłaskać po głowie z miłością, zanim Fotel odebrał jej pamięć o moim losie. Teraz wygrzewam się w rajskim słońcu, jestem bezpieczny, czasami myślę o mamie. Jakie dałaby by imię, gdyby mnie chciała?

*

Mieliśmy być nierozłączni. Brat i siostra. Od razu było nam raźniej, razem od poczęcia. Wiedziałem, że nie jestem sam. Lekarz powiedział mamie, że jesteśmy chorzy. Nieuleczalnie chorzy. I musi wybrać. Albo straci nas oboje. Albo siebie i plany o zdrowych dzieciach w swoim domu. Świat przestał być przyjazny i pełen wspaniałych marzeń o przyszłości. Mama była przerażona i smutna. I postanowiła, że musimy odejść zanim się urodzimy. Tata ją do tego przekonywał i uwierzyła. Mimo, że bardzo nas chciała, nie miała odwagi oddać za nas życia. Nie chciała patrzeć jak się męczymy, my dzieci kalekie i niedorozwinięte. Nie mogła tego zrozumieć, że to była szansa dla niej i dla tatusia. Szansa na szczęście jakiego nie dostaliby nigdy więcej. Możliwość na spotkanie Stwórcy, o którym oboje dawno zapomnieli.Zaczęliśmy walczyć, tak aby nie musiała wybierać. W końcu to na nas ciążyła wada, w końcu to nie jej wina. Ale chcieliśmy żyć. Nie mam żalu, że przegraliśmy. Nie mieliśmy za dużej szansy, nawet we dwoje. Lekarze są dobrze wykształceni, dobrze przygotowani na pomaganie biednym rodzicom takich dzieci… Mama do dziś wini lekarzy. Rozstała się z tatą. Żałuje, że pozwolili nam odejść. Nie potrafi zapomnieć o mnie i o mojej siostrze. Nigdy więcej nie chciała urodzić dzieci. Bała się, że znów będą takie jak my. A mogła mieć nasze dwa serca i dwie pary rąk, które zawsze by ją trzymały za dłonie.

Teraz mieszkamy z Babcią Anioł. I czekamy na moją mamę i tatę.

*

Mama bardzo się ucieszyła. Już wie, pomyślałam. Wie że jestem! Euforia udzieliła się też mi. Postanowiłam rosnąć jak najszybciej, żeby szybko ją zobaczyć. Rosłam i rosłam. Aż usłyszałam jej płacz. I poczułam jej strach. Bała się mnie. Bo nikt jej nie chciał pomóc. Bała się mnie, bo tata nie chciał mnie. Stwierdził, że nie jest moim tatą. A potem babcia tak źle się wyraziła o mamie. Miała pretensje, że przynosi niechciane dziecko do domu. Jak mogli tak do niej mówić, przecież ciąża w wieku 17 lat to nie tragedia! Ja jestem! Jestem! Nie wolno wam tak na nią krzyczeć! Ona się boi! Czy ktoś mnie tam słyszy?...

Mama czuła się okropnie, a ja razem z nią. Źle się działo. Płakała, kłóciła się z tatą i z babcią. I nie mogła spać, bo próbowała przekonać siebie do czegoś strasznego. Ale nie mogła się na to zdecydować. Więc cierpiała tak prawie miesiąc. A ja razem z nią. Bałam się rosnąć przez to wszystko. Pomogły jej ulotki i kilka artykułów w gazecie. Znalazła adres w Internecie i zadzwoniła. Umówiła się z kimś. Pojechała tam z babcią.

Nie zobaczyłam więc mamy. Od razu wiedziałam, że ta ciepła pachnąca pani w Fioletowym Fotelu to nie jest mama. Więc gdzie podziała się mama? Czy jeszcze popłynę na fali jej radości?

*

Kiedy się pojawiłem w jej brzuchu, już miałem siedmioro rodzeństwa. Ale nie przywitała mnie radośnie, tak jak się spodziewałem. Kiedy dałem jej znać, że jestem, ona się strasznie zdenerwowała.Tata zgwałcił mamę. Dlatego jestem. Nie jest mi tu dobrze, bo mama ciągle płacze i nienawidzi. Dużo nienawidzi. Nie je też za dużo, więc nie rosnę tak jak powinienem. Ciężko pracuje, bo tata nie ma pracy. I mama musi wszystko robić sama. Mama mnie kocha, ale nienawidzi świata, w którym mógłbym żyć. Boi się życia, boi się o los mojego rodzeństwa i o mój, ale woli się do tego nie przyznawać. Nie poprosi o pomoc, nie potrafi poprosić. Udaje, że jest odważna. Dużo krzyczy i walczy z tatą jak wojowniczka. Nawet nożem. Woli nie odczuwać miłości, udawać że jej nie ma. Zabrali jej wczoraj moich braci i moje siostry. Tata też wyjechał z domu. Mama siedzi sama w kuchni. Wyciąga z szafki buteleczki z kolorowymi tabletkami. I już wiem, że nie dotrwam. Że jej nie zobaczę. Wiem, o czym ona myśli. Bezradność i brak pomocy podsuwają do głowy najgorsze myśli. Ona nie wie, że wystarczy poprosić o pomoc, że zawsze ktoś obok okaże dobrą wolę. Może gdyby nie zabrali jej moich sióstr? Może gdyby bracia nadal przy niej byli, i psocili pod stołem. Gdyby tata nie pił, tylko zrobił jej herbatę i powiedział, że wszystko będzie dobrze… Gdyby tylko wiedziała, jak ją kocham. Że mam dużo wiary i nadziei. I że mimo jej strachu i bólu to bardzo się cieszę, że jestem. Może wtedy nie zjadłaby tak wielu drażetek? I nie odeszłaby do innego miejsca niż ja? Może wtedy urodziłbym się i przywitałyby mnie jej ramiona, a nie Babcia Anioł?

*

Poczułam ukłucie. Coś zimnego dotknęło mojej nogi. Ciągnęło, zaczęło boleć. Na wszelki wypadek starałam się od tego odsunąć. Z drugiej strony przez skórę mamy czułam nacisk czegoś zimnego, i to światło. Chyba patrzyli na mnie, żeby trafić tym kłującym czymś. Nie miałam gdzie uciec. Złapali mnie i wyciągnęli. Krzyczałam, że jeszcze za wcześnie, że jeszcze nie umiem żyć poza mamą. Broniłam się, ale oni są więksi i silniejsi. Mądrzejsi ode mnie. Dlatego wiedzą jak wyciągnąć małe nóżki z brzucha mamusi, i główkę. Wiedzą, jak pokroić małe ciało nienarodzonego, żeby można było je wyciągnąć bez rozcinania brzucha mamy. Dlaczego mnie wyciągacie tak wcześnie? Tacy jesteście silni i mądrzy, a nie wiecie że muszę jeszcze kilka miesięcy być z mamą? Nie mogę oddychać. Nie mam już nóg. Oderwane rączki przestały się ruszać, nie mogłam się bronić. Kopanie nóżką, którą rozszarpują metalowe szczypce też nie ma sensu. Mój krzyk jest niemy, taki bez głosu, jakby ktoś mnie wyłączył i schował w ciemnej szafie. Potem zabrali moje ciepłe, pachnące mamą mieszkanie. Nie wiem, gdzie mnie włożyli. Tego już nie pamiętam… Moje serce… Przecież już mam serce… To znaczy miałam. Babciu Anioł, dlaczego oni mnie tak szybko chcieli urodzić? Nie wiedzieli, że …?

- Ciiii kruszynko, już dobrze, już jesteś bezpieczna… 

*

Babcia Anioł odpoczywa w Fioletowym Fotelu. U jej stóp figlarnie przekomarzają się dzieci. Są piękne, spokojne, szczęśliwe. Ale też rozglądają się czasami. Jakby czekały. Na kogo one czekają? Babcia Anioł nie może sobie przypomnieć, o czym rozmawiała ze Stwórcą jeszcze wczoraj. Na kogo one czekają? Może na Niego? Kogoś miał przyprowadzić. Kogoś … Ale kogo?

4
Średnia: 4 (8 głosów)
Twoja ocena Żadne

Dodaj do:
komentarze (27)zaloguj się by skomentować



Tezeusz on Facebook
home forum