Pamiętajmy o szczerości
- Kategoria: Rekolekcje
- Tagi: odwaga, miłość, Jezus

Coraz częściej obserwuję wśród różnych otaczających mnie osób, czy nawet spotkanych przelotnie – dziwną skłonność do zatracania siebie. No, może nie w sensie dosłownym, ale widzę, że wiele z nich, za wszelką cenę chce upodobnić się do otoczenia, niczym specjalnie się nie wyróżniać i być po prostu jednym z wielu elementów danego środowiska. Czasami jest to oczywiście rzecz wymuszona i te osoby postępują tak, by należycie funkcjonować w danym otoczeniu, ale jednak nie zawsze – i często dochodzi do tego, że na zewnątrz widać już tylko jakiś sztucznie wytworzony wizerunek, oraz nie wiadomo już, jaki dany człowiek jest naprawdę.
Ludzie zawsze mieli skłonność do budowy własnych skorupek i nie zawsze można widzieć w takim poczynaniu coś złego, o ile nie szkodzą się sobie lub komuś, ale coraz częściej obserwuję zachwianie proporcji i przerost zwykłego fałszu nad prawdą. A może, te usilne próby tworzenia własnych obrazów i stosowanie różnych technik manipulacji, nawet w rozmowach ze znajomymi, czy przyjaciółmi, należy uznać już za coś jak najbardziej normalnego? Oszukujemy już prawie zawsze i wszędzie, i dajemy się też oszukiwać, udając nawet, że tego wcale nie widzimy. Rzadko zdobywamy się na odwagę, by zaprotestować i może nawet nie chodzi tu o to, że nie mamy tej odwagi, a o to, że nie widzimy sensu by z tym walczyć – tak po prostu jest.
Trochę bardziej boli, gdy widzimy jak oszukują nas bliscy, ale i nad tym potrafimy przejść do porządku dziennego. W końcu, często sami używamy podobnych chwytów i uświadamiamy sobie tylko, że nie zawsze jest tak, że dana osoba która z nami rozmawia i przed którą chcemy zrobić np. - jak najlepsze wrażenie – nie widzi naszych zabiegów. Zawsze musimy brać pod uwagę, że nasi rozmówcy też mogli sobie trochę poczytać o technikach manipulacji, lub najzwyczajniej w świecie byli szkoleni albo nie jesteśmy wcale tak wiarygodni, jak by nam się mogło wydawać i w tym co mówimy, można wyczuć fałsz. Jak jednak wtedy wyglądamy, gdy nasze zabiegi wychodzą na jaw? Nie najlepiej.
Przekonał się o tym jakiś czas temu, jeden z moich znajomych gdy postanowił, jak najlepiej zaprezentować się, przed pewnym zamożnym kolega i pod czas obiadu w restauracji, co jakiś czas wysyłał różne sygnały świadczące o jego inteligencji, pracowitości itp. Nie potrafił się jednak zareklamować na tyle, by rozmówcy nie wyczuli sztuczności w jego zachowaniu i nie zorientowali się o co chodzi z poddawanym obróbce kolegą na czele. Wyszło to wtedy niezbyt ciekawie i na nieszczęście także nasz reklamujący się kolega zauważył, że wszyscy widzimy jego poczynania, co przysporzyło nam wszystkim zwiększenie poczucia zażenowania i jeszcze większego popsucia atmosfery. Nie najlepiej się bowiem rozmawia w gronie kolegów/przyjaciół gdy ktokolwiek z nich wprowadza czynnik sztuczności i fałszu. Na dłuższą metę takie posiedzenia są bardzo męczące i nie mają nic wspólnego z miła i relaksująca atmosferą.
Ten fałsz i sztuczność w otaczającym mnie świecie widzę ostatnio coraz częściej i proszę mi wierzyć, że to nie ja jestem przewrażliwiony, czy jakoś przesadnie na niego uczulony, a naprawdę tak jest. Nawet, jeżeli to nie my oszukujemy, to kłamstwo i tak dopada nas niemal wszędzie. W sklepach ekspedientki zachwalają nam towar, w supermarketach nachalnie atakują nas zgrabnie opakowane produkty, w telewizorach widzimy coraz gorsza, ale za to bardziej agresywne reklamy, politycy już nawet nie zwracają uwagi na to, że ich wypowiedzi brzmią sztucznie i nawet dzieci już krzyczą – tato, on kłamie. Kiedyś nazywaliśmy różne rzeczy zwykłym kłamstwem lub oszukiwaniem ludzi – dziś zgrabnie nazywamy to samo kreowaniem wizerunku, czy tez reklamą.
Częściowo to wszystko bierze się z tego, że człowiek działa po prostu na rzecz swego indywidualnego dobra i nie zawsze patrzy na to co robi obiektywnie i w szerszej perspektywie. Nierzadko, nie zauważa on po prostu, że to co mu się opłaca w danej chwili (np. kłamstwo) wcale nie musi mu się opłacać w przyszłości o ile przez obecne poczynania nawet nie straci, zwłaszcza gdy na przykład wyjdzie na jaw, że to co robi może szkodzić innym. To, o czym piszę powyżej nie pojawiło się wcale wczoraj czy przedwczoraj, a istnieje od lat. Człowiek jedynie udoskonalił swe techniki i odrobinę zwiększył ich natężenie. Smutne, ale zwykła szczerość w naszych kontaktach coraz bardziej zanika.
Jednak należy pamiętać, że to co nam może ujść na sucho przed innymi ludźmi, nie ujdzie nam już przed Bogiem. Tu nie ma miejsca na autoreklamę, małe kłamstewka, czy pijarowskie sztuczki. On widzi wszystko i w rozmowie z Nim najbardziej liczy się szczerość, której wielu z nas, tak bardzo unika w swym codziennym życiu. Przed Bogiem nie możemy pozwolić sobie na jakąkolwiek nieszczerość, bowiem On i tak wie i ma prawo poddać nasze kłamstwa swemu osądowi, a nawet odmówić rozmowy, albo odpowiedzi na nasze własne pytania.
Przekonali się o tym nawet arcykapłani, którzy zażądali od Jezusa odpowiedzi na swe pytania (Mt 21, 23-27). Jezus stwierdził, że owszem – odpowie na nie, ale pod warunkiem, że oni odpowiedzą na Jego pytanie. Gdy je zadał – skutek był taki, że kapłani woleli wymigać się od odpowiedzi, tłumacząc się niewiedzą, niż udzielić złej. „Nie wiemy. On również im odpowiedział: Więc i Ja wam nie powiem jakim prawem to czynię”. Szczerość za szczerość. Czy sami mamy prawo jej wymagać od innych, jeżeli sami coraz częściej o niej zapominamy?
Pamiętajmy, że On widzi i bacznie obserwuje nasze życie i to, jak nim gospodarujemy. Widzi też jak poczynamy sobie z innymi ludźmi, z bliskimi i wcześniej, czy później nas wezwie przed Siebie i nie spotka nas wcale egzamin z tego – jacy chcieliśmy być przez innych widziani, lub jak im się przedstawialiśmy, ale z tego – jacy byliśmy naprawdę. Pamiętajmy o szczerości.

- MichalPiatek - blog
- zaloguj się lub załóż konto aby skomentować
- 255 odsłony
- dyskusja (komentarze: 12)


